środa, 27 lutego 2013

suknia jane eyre - góra + dół!

Ok, oficjalnie jestem bardzo niedobrą krawcową. Wszelkie wykończenia, szwy i wszystko związane z męczeniem się nad tym, żeby wykonywane dzieło było zrobione po prostu solidnie - to nie dla mnie. Zależy mi tylko na tym, żeby całość dobrze wyglądała. Co z tego, że już przy pierwszej przymiarce poszły w pył dwie pętelki na guziki, a rękaw rozpruł się już przy trzeciej. Co z tego, że przy jeszcze innym przymierzaniu nie chciało mi się zakładać pod spód całego potrzebnego rynsztunku, w tym gorsetu, czego efektem było spektakularne wystrzelenie guzika na odległość kilku metrów. O, nie! Moje lenistwo ma nade mną całkowitą władzę. Nawet teraz zmagam się z potrzebą skrócenia sukni o jakieś 30 cm (bo przecież fajnie wygląda, jak tak się ciągnie po ziemi...).

Tak czy owak, można powiedzieć, że jestem w końcowym etapie pracy. Góra z dołem połączona, poduszeczka na cztery litery również skonstruowana, więc śmiało mogę powiedzieć, że ostateczny efekt nie będzie wiele się różnił od tego, co możecie "podziwiać" poniżej...

Mam na sobie długą koszulę (chemise), dwa (!) gorsety, sztywną halkę obszytą na dole tiulem, a pod nią poduszeczkę (bum pad) którą niedługo wam pokażę.



Ja wiem, piękna sceneria, nic nie poradzę. Na dziwne fałdki na plecach też nie zwracajcie uwagi - spowodowane brakiem odpowiedniego gorsetu. 

Lepsze zdjęcia już niebawem! ;)

poniedziałek, 25 lutego 2013

suknia jane eyre - góra!!

Dwa dni i kilka nocnych godzin pracy... I jest! Mam już górę mojej wiktoriańskiej sukni z początku lat 1840. Na zdjęciu prezentuje się dosyć krzywo, co jest spowodowane głównie niedoróbkami typu brak guzika/zatrzasku u góry, brak usztywnienia na dole, i paroma innymi mankamentami, które wynikają z tego, że jest po prostu niedokończona.

Muszę też zafarbować nakładane białe rękawki na bardziej "stary" kolor ;)

Tak więc prezentuję wam wersję prototypową. Ubrałam ją uzbroiwszy się uprzednio w szeroki arsenał dziewiętnastowiecznej bielizny, która z braku odpowiedniej prezentuje dość ciekawy zbiór: regencyjna koszula i stays, edwardiański gorset, o którym pisałam już w tym poście, i gruba halka, którą zrobiłam dawno temu, a którą możecie częściowo oglądać tutaj. Nie jest perfekcyjna, ale jej objętość skutecznie wystarcza, zastępując cały szereg cienkich spódnic.

(UWAGA! Pisząc ten post w radiu słyszę soundtrack z Jane Eyre... Czy to znak? :) )





(nie, nie jest za ciasna w biuście... potrzebuję po prostu dobrego gorsetu, na który chwilowo mnie nie stać)

Czy jestem zadowolona? O, tak! Zważywszy na moje liche umiejętności krawieckie śmiem twierdzić, że ten niepozorny janeeyrowaty twór będzie kamieniem milowym w mojej kostiumologicznej przygodzie! Zresztą, już niedługo ocenicie sami.

piątek, 22 lutego 2013

nowy, ekscytujący projekt!

Szczerze mówiąc, to od skończenia mojej regencyjnej sukienki (której nadal wam nie pokazałam, wiem, wszystko dlatego, że mam w głowie pewne poprawki), chodziła mi po głowie masa pomysłów, mniej lub bardziej skomplikowanych. Część odpadła ze względu na brak odpowiednich ku temu, w Polsce niedostępnych materiałów; część została zaczęta i po prostu z niej zrezygnowałam.

Chciałam zabrać się za coś dużego. Za coś, z czego mogłabym być dumna. Najpierw mój wybór padł na suknię balową z 1860-tych lat, ale szybko się rozmyśliłam. Do tego niezbędna byłaby mi krynolina, na której dostawę czeka się ponad miesiąc, a bez której układanie sukni byłoby niemożliwe (no dobra, możliwe, ale trochę bez sensu. Zwłaszcza gdyby okazało się, że spod spodu wystaje niezbyt atrakcyjna metalowa konstrukcja). Poza tym wątpię, żebym podołała temu zadaniu. 

Zdecydowanie się na coś innego nie zajęło mi wiele czasu. Już wcześniej, podczas pisania mojej zacnej i wysoko cenionej pracy o filmie "Jane Eyre" (I KNOW, EYREMANIA! BEWARE!) zastanawiałam się, jak trudne byłoby uszycie tego typu sukienki. Przede wszystkim zauważyłam, że suknie Jane są raczej wąskie, co sugeruje, że nie ma pod nimi żadnego stelażu. Jestem w trakcie robienia researchu i sprawdzania, co właściwie miała pod spodem (moja teoria - specjalny wałek-poduszka na biodra). 

Tymczasem zastanowiłam się chwilę nad stopniem trudności takiego stroju i doszłam do wniosku, że może w celu uszycia góry udałoby mi się zmodyfikować wykrój zwykłej bluzki na guziki. Dół natomiast raczej nie powinien być bardzo skomplikowany (nawet jeśli będzie, moje wrodzone lenistwo postara się, żeby go uprościć).

Poniżej pokażę wam kadry z filmu i sukienki, które są dla mnie inspiracją:



środa, 20 lutego 2013

wspominamy... czyli jane eyre

Przeszywający chłodem, ciemny początek listopada... Mglisty dzień, który akurat razem z moją siostrą miałyśmy wolny... Naładowany aparat... Nie mogłam przegapić takiej okazji. Biedne dziewczę prawdopodobnie niedługo potem mnie znienawidziło (bieganie po lasku w przeszywającym zimnie i wilgoci nie należy do jej ulubionych zajęć) - ważne, że zdjęcia wyszły, i podobają mi się na tyle, żeby przypominać sobie o nich niemal cztery miesiące później. 

Cała seria inspirowana była historią Jane Eyre - próbowałyśmy odtworzyć scenę, w której ucieka od Rochestera.

P. S. Jeszcze troszkę o prymitywnej krynolinie, którą zastosowałam - nie jestem zadowolona z jej kształtu, ale cóż, minęło już pół roku i wiem o wiele więcej, na przykład to, że Jane krynoliny raczej nie nosiła ;) 








I na koniec dwa, które przypadły do gustu Vogue Photo :) (http://www.vogue.it/photovogue/Portfolio/577ef9c5-48e0-405a-ad37-1e29ad79c8e5/Image)




poniedziałek, 18 lutego 2013

diy naszyjnik regencyjny / oppa jane austen style :)

Źródło: www.wemakehistory.com

O tak, przez najbliższe kilka tygodni będziemy tkwić w brytyjskiej regencji, czyli inaczej okresie wojen napoleońskich, który opisywała w swoich książkach Jane Austen. Nie ukrywam, że ostatnimi czasy natchniona paroma serialami BBC przechodzę poważną fazę na ten okres w historii, więc będziecie musieli ścierpieć jeszcze sporo postów o tej tematyce.

Jak najlepiej opisać styl regencji?

- proste, luźne sukienki o jasnej lub pastelowej kolorystyce
- baaardzo wysoki stan / linia talii - sukienki odcinane tuż pod biustem, i luźny, ukrywający biodra dół
- płaskie butki, wiązane baletki
- krótkie bufiaste rękawki lub długie rękawy 
- fryzury rodem z greckich popiersi
- generalnie inspiracja estetyką starożytnej Grecji i Rzymu
- prostota i umiarkowanie w ozdobach

O regencji osobno będzie jeszcze innym razem, teraz zajmijmy się biżuterią, którą dość często się pomija - a jednak jej używano! Choć na filmach bohaterki najczęściej noszą zwykłe krzyżyki na łańcuszkach jako ozdobę szyi, w muzeach istnieje wiele eksponatów, które udowadniają, że nie był to jedyny sposób. Naszyjniki nierzadko były również z tasiemek, złotek i interesujących nas dziś koralików.

Poniższy naszyjnik naprawdę łatwo zrobić. Wystarczy znaleźć dłuższy kawałek żyłki, solidne i niekończące się zbyt szybko źródło koralików, oraz skombinować zapięcia. 

Dokładny tutorial znajdziecie tutaj - choć jest po angielsku, na podstawie samych ilustracji da się zrozumieć o co chodzi. 

W założeniu powinno się związać razem cztery żyłki i na przemian je łączyć i rozdzielać, jednak byłam zbyt leniwa żeby słuchać się tego, co proponowała autorka i poprzestałam na dwóch. :D

Ten naszyjnik był robiony specjalnie do mojej regencyjnej sukienki balowej, o której będzie już niebawem :)

A oto i efekt końcowy:


Pozuje moja niezawodna Zosia ;)




Porada końcowa: użyjcie w miarę możliwości ciężkich koralików, bo żyłka gnie się w najróżniejsze strony i przydatna jest jakaś siła, która ciągnie ją we właściwą stronę - w dół. I nie martwcie się, jeśli gotowy naszyjnik dziwnie się układa - jeśli znajdzie oparcie na szyi, powinno być w porządku :)

Jeśli macie jakiś problem ze zrobieniem naszyjnika, mogę pokazać, jak to się robi, na specjalnym filmiku. Po prostu dajcie znać w komentarzach. Do zobaczenia!

niedziela, 17 lutego 2013

zaczynamy!

Skąd właściwie pomysł na tego bloga? Cóż, to proste. Chcę po prostu podzielić się z wami moją niezdrową obsesją na punkcie dziewiętnastego wieku i ogólnie historii ubioru i zarazić was nią trochę. Zbulwersowana faktem, że w Polsce zwyczaj zagłębiania się w historię - ale od tej czynnej strony - jest raczej dość ograniczony, postanowiłam sama was nim zainteresować.

Na blogu będę zamieszczać moje różne, udane bądź nieudane, dokonania i próby w dziedzinie odtwarzania i szycia (ha, szumnie nazwane) historycznego ubioru (i nie tylko), ale także ciekawostki, do których dokopałam się podczas tych właśnie prób.

Stay tuned, mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle!