sobota, 23 listopada 2013

zdjęcie na konkurs american duchess / my american duchess contest entry

Wczorajszy dzień zaczął się leniwie jak zwykle, dopóki doszły do mnie wieści o konkursie American Duchess. Postanowiłam wykorzystać to jako pretekst do skończenia mojej czarnej, wiktoriańskiej sukni (~1845-49). Sukni nie skończyłam, a zdjęcia już są - cóż, bywa, zwłaszcza w moim przypadku. Niestety wymyślona przez mnie koncepcja kompletnie nie zgrała się z naturą stroju. Zapamiętajcie - coś z czarnego materiału nigdy nie będzie prezentować się efektownie w świetle świec...

Moja wczesnowiktoriańska kiecka vol. 2 zbudowana jest (będzie) następująco: 

- stanik sukni dopasowany dzięki zaszewkom (darts) z przodu
- góra stanika... hm... nie wiem jak to nazwać, w każdym razie na dzień dzisiejszy jest dość "napompowana"
- a powyżej, przy dekolcie - berta, czyli charakterystyczna dla tego okresu ozdoba. Ja wybrałam plisowaną, która zawsze wydawała mi się szalenie skomplikowana, dopóki nie odkryłam, jak właściwie powstaje. To po prostu rząd plisowanych paseczków przyszytych do "bazy".
- poza tym, nauczyłam się wreszcie wykańczać sznurkiem. Nie mam pojęcia, jak to się profesjonalnie nazywa, po angielsku to piping. Właśnie tym pipingiem wykończyłam krawędź berty i dół stanika, w planie jeszcze rękawy. Po przeglądnięciu zdjęć/egzemplarzy z okresu doszłam do wniosku, że w latach 40. mieli fioła na punkcie tych sznurkowych wykończeń.
- spódnica - najczęściej krojono ją z jednego kawałka i drobno marszczono lub plisowano. Ja zrobiłam taki mix - z przodu plisy, z tyłu gathering. Później odkryłam, że chyba w ten sposób wygląda suknia ślubna Jane Eyre. Przypadek?

Do zdjęć skombinowałam też mitenki (mojej siostry, z diamencikami - przewrócone na lewą stronę), sztuczne rękawki z mojego innego zestawu, futrzany kołnierz i wykonany naprędce kartonowy bonnet, który będę jeszcze ulepszać.



As soon as I found out about American Duchess' contest I knew it's a perfect opportunity to get my early Victorian black-but-not-mourning dress completed. I obviously didn't do that, still the photo is already uploaded to the Facebook page. How I wish it worked like that in real life - "what's unseen may be omitted".

The bodice is darted in front and a bit loose in the upper part; then, there comes the pleated bertha. It was my first attempt on it and I'm quite pleased with how it turned out. The same with the piping, which was the first time for me as well. I made a discovery recently - 1840's people LOVED piping. Literally. I'm suprised each pleat of the bertha is left as it is, not piped.


The skirt is half-pleated, half-gathered into cartridge pleats. I'm not sure if I figured it out correctly. Cartridge pleats still seem complicated to me and I'm not quite certain of how I attached them to the waistband/bodice. 


The whole outfit contains of the dress, a pair of mittens stolen from my sister's wardrobe, false sleeves I made about a year ago, fur collar and a messy bonnet I made in a hurry. Since it's impossible to get wired buckram here (I still have no idea what's the Polish name for it, can you imagine?), the base is made of cardboard. Not a very good choice for a winter outfit.



Pierwsza wersja - z kocykiem na ramionach. Myślałam, że będzie przytulnie, wyszło babciowato. / This was supposed to look comfy, but it didn't take long till I realised it's more granny-like.

Rekwizyty! / Props!

Drugie podejście. / Second attempt.



Tata wykorzystuje chwilę nieuwagi... / My dad trying to be funny...

Z chęcią podzieliłabym się z wami końcowym efektem, ale blogger odmawia współpracy. Macie może pomysł, dlaczego zdjęcie, które wszędzie indziej wyświetla się normalnie, tutaj jest prześwietlone, szare i całe w ohydnym szumie? Nie? Ja też. 


I would love to show you the final effect, but unfortunately blogger tends to do something rather odious with the photo, so it ends up looking crappy (see how crappy pictures above are? Well, it's like 1000x more crappy. It really is. Hopefully Facebook will get it right.)

poniedziałek, 18 listopada 2013

szalona gliwicka niedziela / crazy sunday in gliwice

Wstałam rano i pomyślałam sobie: "Nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie jechać dzisiaj do tych Gliwic." Przestawiłam budzik i dziesięć minut później zerwałam się z łóżka pełna entuzjazmu. Hm... Nie wnikam, jak to się stało. Za to dobrze, że się stało, bo było prze-prze-sympatycznie!

Dla przypomnienia: wybrałam się w niedzielę wraz z Fobmroweczką, Porcelaną, Edzią i dwoma dziewczynami niekrynolinowymi (acz równie sympatycznymi i świrniętymi na punkcie kostiumów!) do Zamku Piastowskiego w Gliwicach na "przedpremierę" wystawy "Nowiny Paryzkie" (kulisy jej powstawania możecie oglądać tutaj).

Dopiero kiedy wróciłam do domu, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę w niczym nie pomogłam twórczyni wystawy, a przecież między innymi po to tam się wybrałam! Czas tak szybko minął na radosnych pogaduchach, szalonych eksperymentach "modowych", podziwianiu akcesoriów, gramoleniu się po schodach na sale wystawowe, żeby zrobić sobie zdjęcia, a przed wszystkim - przymierzaniu, przymierzaniu i jeszcze raz przymierzaniu!

Ale o tym za chwilę, najpierw o samej wystawie (w wersji beta). Będzie można na niej oglądać autentyczne dziewiętnastowieczne suknie i ich współczesne rekonstrukcje, pokazujące, z czym to się jadło. Z tych współczesnych, czyli wykonanych przez kuratorkę wystawy, spodobała mi się falbaniasta halka, która przekonała mnie, że absolutnie muszę sprawić sobie taką pod krynolinę. Ponadto pokochałam błękitną princeskę (suknia szyta specjalnymi szwami bez podziału na spódnicę i górę - przyp. tłumacza) - baardzo kojarzyła mi się z tym okazem z obrazu Renoira. No i absolutnie muszę sprawić sobie suknię z tiurniurą. Jest o wiele bardziej wygodna od krynoliny, a niemal tak samo efektowna (trzeba tylko pamiętać, że zachodzi na skrętach, haha).

Resztę chyba dopowiedzą zdjęcia!


Today I had the chance to visit Zamek Piastowski museum in Gliwice. We (FobmroweczkaPorcelanaEdzia, two other costume-loving girls and I) went there to see the almost-finished exhibition of 19th century clothes (the ones we've seen and tried on were reconstructions sewn by the creator of the exhibition). 

We spent most of the time giggling, talking, taking photos and figuring out how to put the dresses on. Crinoline and the trained dresses were obviously the hardest to move in. I was feeling quite insecure while trying to walk upstairs in one of those. Luckily nothing got destroyed. Well, I hope so.


The dresses I liked the most was blue princess dress and the bustle one, with a changeable bodice and attached train. I'm also in love with that ruffled crinoline petticoat and considering sewing one myself. Duh! So much to do, so little time!


Our meeting was lovely and full of funny incidents. I haven't laughed this hard for a long time!


Now let's see the photos, shall we?












Dyg! / A lady-like bow!



Fobmroweczka w swoim żywiole!


Wiem, wiem...  / I know... :OOOOABSWGRISUEFFHENSUIFGSFUIGSEFFIAGI

Modowe eksperymenty. Zwróćcie uwagę na gorset fantazyjnie opuszczony na biodra.
/ Fashion experiments. A completely new way to wear a corset - get an oversized one and let it slip a little.

Porcelanie naprawdę do twarzy w krynolinie!! / Looks like crinoline had been invented especially for Porcelana!


Modlitewnik z 1889 (chyba) roku. Cudo! / Porcelana holding a lovely 1889 (?) prayerbook. 

Sssh!

Hmm... 

Justynie z kolei bardzo do twarzy w tiurniurze! ;) / Justyna looked quite lovely in a bustle dress!

Tren / train...


I jeszcze jedno podejście do tiurniury w wykonaniu Kasi :) Z wypiętym kuperkiem zawsze najlepiej!
/ Kasia also tried a bustle dress on. She rocked it with her sassy Gibson Girl-like pose!


Dziewka kuchenna! W smerfowej czapce. Nici z udawania dziewczyny z obrazów Vermeera. / Me as a kitchen maid. I thought the cape was quite cool, until I saw the pics and realised I actually look more like a Smurf than a girl from Vermeer's paintings.

Koniec! 

Dziękuję serdecznie muzeum Zamek Piastowski w Gliwicach za uprzejme i ciepłe przyjęcie tylu wariatek w swoje skromne progi i Joasi Puchalik, kuratorce wystawy, za zaproszenie i ugoszczenie :)

Serdecznie zachęcam do odwiedzenia wystawy, kiedy będzie już oficjalnie otwarta, i do udziału w następnych eventach organizowanych przez Krynolinę! ;)

poniedziałek, 11 listopada 2013

parkowe przedpołudnie w krynolinie / lovely morning in my crinoline dress

Kiedy zaczynałam przygodę z kostiumami, zawsze zazdrościłam zagranicznym blogerkom tej społeczności, którą tworzą. Hobby praktykowane samemu przynosi o wiele mniej radości niż to, które dzielimy z kimś jeszcze. Dlatego mam coraz więcej pomysłów na ożywienie naszej małej (jeszcze!) kostiumowej grupki. 

Jeden z nich przyszedł mi do głowy, kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcie nowej sukni Ms Nelly. Co za radość, kiedy udaje się trafić na podobny okres historyczny! Po prostu musiałyśmy z tego skorzystać. 

Dotoczyłyśmy się więc do parku im. Bednarskiego z siatą pełną rekwizytów i spędziłyśmy razem z fotografką, której inne prace możecie oglądać tutaj, przemiłe wtorkowe przedpołudnie. A oto jego efekty!


It's rather unlikely to find a fellow costumer with a dress similar to the one you have (at least here, in Poland). That's why as soon as I first saw Ms Nelly's dress I knew we had to have a photoshoot together! So here it is. You can check out some of the photographer's works here.


Cudna suknia Nelly! Pokochałam grecki klucz! No i piękny bonnet, który świetnie współgrał z całością. / Nelly's lovely dress paired with a cute bonnet.














Końcowe wnioski? Nie przepadam za tą fryzurą, jest niezbyt twarzowa. Ale jak najbardziej przepadam za podobnymi spotkaniami, rozmówkami o szyciu, radzeniem sobie z krynoliną i uwagami przechodniów, wylegiwaniem się w delikatnym słońcu przy akompaniamencie migawki.


That's it! I had so much fun I wished something like that happened at least once a week. I felt just so unique and comfy at the same time, walking around the park with my corset and crinoline on and chatting freely.

wtorek, 5 listopada 2013

moja sukienkowa wishlista / ...my dress wishlist

W sumie na ten pomysł wpadłam jakiś czas temu, ale stwierdziłam, że to trochę jak zaspojlerowanie własnych zamiarów na najbliższy rok/parę lat. Trudno! Poczujcie się wyróżnieni. Ochota do wywnętrzania jeszcze mi nie minęła - dziś pora na suknie, które od dłuższego czasu bezsprzecznie podziwiam i chciałabym kiedyś podjąć się próby ich rekonstrukcji. A druga część dzisiejszego tytułu? Hm... Z tym też zmagałam się już dłuższy czas. W końcu tłumaczenie postów zajmuje sporo czasu i wysiłku, poza tym boję się palnąć jakąś gafę i stać się internetowym memem. Ale tak chyba będzie najwygodniej, a szkoda mi ograniczać się tylko do polskich czytelników - zwłaszcza, że ci zagraniczni są bardzo otwarci i pomocni.


So.. Here it is, the English translation. I was actually about to do it for a long, long time, but feared I'm not capable of it/not skilled enough. Today I made up my mind at last and decided to spend some extra time on translating my posts. I'll start with this one and, hopefully, will manage to translate all of the previous posts out here (or at least most of it).  As for today, I'm about to show you the dresses that I have long admired and delighted in, and that I'd like to sew one day. The order of the dresses is completely random.


Gotowi? Zaczynamy! Suknie jak zwykle niepoukładane wg preferencji, stopnia "chcenia" czy czegokolwiek innego. Spora część już pojawiała się na blogu.




O, tak! Zaczniemy od pani, która pojawiła się tu niedawno. Przedtem obyło się bez komentarza, ale teraz muszę zdradzić, że kocham tę suknię wielką miłością. Sam pomysł na paski połączone z figurą osy (paski i osa, czaicie?) jest genialny. Nie mówiąc już o tym, że pasy zwężają się w okolicy talii, jeszcze bardziej ją wyszczuplając. Nie wiem, czy dorwę kiedyś taki materiał (miałam w życiu epizod z własnoręcznym malowaniem pasów na materiale i wolałabym do tego nie wracać), ani czy nauczę się idealnie dopasowywać poszczególne panele sukni tak, żeby paski się zgadzały - ale bardzo, bardzo bym chciała!


The trouble with the dress above is a) the fabric and b) my poor sewing skills. Even if I somehow managed to get a striped fabric with stripes gradually reducing in the waist area, I doubt I'd be able to sew it properly (stripes are still the "don't-even-try" stuff for me). Well, one can always dream, right?




(suknia po prawej) Na tę suknię natknęłam się robiąc research do mojej sukni angielskiej i pokochałam to połączenie kolorów! Delikatne pastele, wzorzysta (znów pasy!) tkanina wierzchnia, fichu (?) spięte na krzyż, i ten kapelusz... Cudo!


I'm soo in love with the pastel colours of Keira's dress! The crossed fichu (it's a fichu, right? I still suck at 18th century) also makes the outfit unique. As well as the hat, aahh!




Suknia ślubna Jane. Uwielbiam ją! Jest dla mnie połączeniem delikatności z wiktoriańską surowością. Nie wiem, czy porywałabym się na szycie sukni ślubnej tylko dla samego kostiumu (no dobra, wiem, że nie), ale nie zmienia to faktu, że z chęcią zobaczyłabym w mojej szafie (skrzyni).


Jane's wedding dress is a combination of romantic subtleness and Victorian severeness to me. I don't think I'll attempt to recreate it anytime soon (it would seem odd to put a wedding dress on without purpose), but I still would love to have it.



Tak, zanudzę was tym obrazem na śmierć. Ale cóż, pasuje do wszystkich rankingów i postów związanych z moją ulubioną sztuką. Ostatnio polubiłam kolor liliowy i tym bardziej zapragnęłam odtworzyć suknię Lady Agnew. Wszystko w swoim czasie!


Yup, the famous Lady Agnew of Lochnaw's dress! I must admit I'm kind of crazy about the painting. I've seen it over ten years ago and now, after getting to know the fashion history better, I like it more because of the era. The colours are splendid as well. Lately I became a huge fun of lilac, so I fancy the dress even more!



Do tej sukni przymierzam się już całkiem poważnie! Niestety, sporym mankamentem obrazu jest to, że nie widać dokładnie, jak suknia jest skonstruowana - trzeba trochę nazmyślać. O ile dół sukni jakoś da się odtworzyć, o tyle stanik jest już raczej niejasny. Myślałam o udrapowaniu przodu na krzyż, żeby nawiązać do litery X w tytule.


The main problem with this dress is that... you can't really see it! It's a bit messy when it comes to the skirt, but it's the bodice that's unclear to me. Since I'm seriously considering sewing it, I would have to figure it out. I was thinking about draping the front a little bit, crossing the two pieces to smartly refer to the title...



O tak! Tu przynajmniej coś widać. Kolejny portret, który lubię, a któremu chętnie skradłabym kieckę (o ile można cokolwiek ukraść portretowi). Co prawda robi mi się trochę słabo na widok tych wszystkich falbanek, a góra jest podejrzanie gładka, ale suknia i tak ma w sobie niezaprzeczalny urok. 


If I would have the courage to attempt all those crazy ruffles, I would. Definitely. The bodice seems suspiciously smooth, but I guess there are some ways (a proper corset and tons of boning, probably) to make it look like that.



Ta suknia była moją tapetą przez jakieś pół roku. Wystarczyło, żeby obmyślić taktykę, sposób wykonania, i czas potrzebny do zaoszczędzenia na taką ilość tafty. Jeszcze nie wiem, kiedy dokładnie, ale wiem, że ta suknia w najbliższej przyszłości powstanie.


This dress appears a lot when it comes to 1860's ball gowns, but I think it totally deserves to be shown and admired that often. I love how the connection of colours doesn't make it look silly and girly. Sadly, I haven't be able to get a fabric in that particular shade of pink - the ones I've seen so far are more a "Barbie's dream prom" type of thing.






Nie, nie chodzi o tę konkretną suknię. Po prostu chciałabym wreszcie uszyć coś inspirowanego prerafaelitami. Chociaż nie przepadam za średniowieczem, oni przedstawiają je w tak magiczny sposób, że nie sposób się oprzeć. Lejące się, powłóczyste szaty, szale i peleryny... A do tego rozwiany włos, kwiaty - czego więcej trzeba do szczęścia?


Though I'm not a huge fan of medieval fashions, pre-raphaelites make me long for a dress like the one above. I'm not saying this one in particular, but any of them. I just can't resist the magic of pre-raphaelite women and heroines. With their long, sweeping robes, wild hair and flowers everywhere...

So this is it! I'm not going to attempt all those dresses at once, neither am I going to attempt all of them. It's just a bunch of inspirations and dreams. I know my limits and I'm pretty sure some of the gowns are just too elaborated or require materials that I don't own and would probably never afford buying. 


Hopefully I haven't written anything stupid. As I said before, I'll be trying to translate the previous posts little by little. 



To chyba koniec! W każdym razie, na ten moment. Nie wszystkie z tych sukni powstaną, niektóre pewnie ukażą się dopiero za parę lat, ale chciałam gdzieś to uporządkować. Na pewno nie będą to dokładne repliki, a tylko inspirowane/naśladujące je suknie.

Ech... Muszę znaleźć synonim słowa "suknia". Jakieś pomysły?