środa, 29 stycznia 2014

zimowe szkockie podskoki w chemise a la reine / scottish dances in my chemise a la reine

W ubiegłą sobotę miałam przyjemność uczestniczyć w VI Zimowym Balu Szkockim. Niektórzy z was pamiętają, że brałam w nim udział również w zeszłym roku i wspominam go z niezwykłym sentymentem. Były to początki mojej kostiumowej przygody - pierwsza suknia powstała właśnie na to wydarzenie, zaś cała otoczka - dwór w Balicach, zakup długich rękawiczek balowych, pierwsza próba regencyjnego gorsetu i rozpaczliwa próba nauczenia się słynnego settingu - to wszystko staje mi przed oczyma na hasło "Zimowy Bal Szkocki".

Jak było tym razem? Zupełnie inaczej! Przede wszystkim, minął rok i moje umiejętności taneczne, chociaż nadal pozostawiają wiele do życzenia (podobnie jak częstotliwość uczęszczania na próby), uległy znacznej poprawie.

Poprawie uległ również mój strój, chociaż i tak jestem dumna z zeszłorocznej regencyjnej fryzury. W tym roku postawiłam na "wiejski look" głównie dlatego, że nie miałam czasu uszyć nic ciekawszego, a przy okazji mogłam sklecić krótki tutorial. Tak właśnie powstała poniższa chemise a la reine, do której dopasowałam niepozorne dodatki: kameę, wachlarz, czarną wstążkę na szyję. Jednak najbardziej spektakularna okazała się być fryzura, którą stworzyłyśmy razem z Fobmroweczką. Sporo ludzi było święcie przekonanych, że założyłam perukę!

Poza tym, tym razem przyprowadziłam na bal gromadkę kostiumowych koleżanek, z którymi razem zadawałyśmy szyku. Oczywiście wcześniej nigdy nie mogłam narzekać na brak towarzystwa, ale jak już się stroić i sznurować, to lepiej "w kupie"! 

Poniższe zdjęcia są autorstwa Koafiurzystki, która zaskoczyła nas swoją wymyślną - jak na koafiurzystkę przystało! - regencyjną fryzurą. Jej spektakularne strusie pióro trudno było przeoczyć.


Few days ago I had a pleasure to attend the Scottish Winter Ball. I've attended it last year as well, at the very beginning of my costuming adventure (in fact, my first dress was sewn because of the ball). It was the beginning of my dancing adventure as well, so neither the dress, nor my dancing skills where perfect at that time. 

This year it was a whole lot different. I had not only worked harder on achieving the historical look, but also had less trouble understanding the particular dance figures. And this time I brought a couple of my dear costuming friends to participate with me! 

I wore a chemise a la reine, which was an obvious choice, given that I had no time to sew a proper ball gown. At first I aimed at circa 1886 bustle gown, but it wasn't long before I realised it would be crazy to attempt it during my finals. I matched it with black ribbon-tied ballet shoes, a cameo, and a black ribbon on my neck. But what was really eye-catching was my crazy hair! It was the third time I attempted the hedgehog look. Lots of people asked if I was wearing a wig!




Mufkowe zdjęcie! Od lewej Ms. Nelly, ja, Porcelana



Plotki, ploteczki! Od lewej: Koafiurzystka, Porcelana, ja, Fobmroweczka, Dorfi

... znów mufki!



Jeśli zastanawiacie się, dlaczego osiwiałam, to jest to zasługa mojego eksperymentu z suchym szamponem w roli zastępcy osiemnastowiecznego pudru do włosów. Sprawdził się całkiem nieźle, choć nie przetrwał próby czasu (i podskoków).

Zbyt wiele mojej chemise nie da się zobaczyć, dlatego obiecuję jakąś porządną sesję, kiedy śniegi stopnieją i dorobię się porządnego kapelusza.

P.S. Przepraszam za tak szczątkową relację, ale tryb sesyjny nie pozwala na poetyckie wynurzenia. Dlatego jeśli macie ochotę na więcej, zapraszam was do przeczytania postów Fobmroweczki i Porcelany, zaś na fanpage'u Koafiurzystki możecie znaleźć jeszcze dużo zdjęć :)
This was the first time I used dry shampoo to have my hair powdered. It turned out to look quite crazy! Unfortunately, after few dances the hair got floppy. 

You can't really see a lot of my chemise a la reine here - I'll take the proper photos of it when the winter's over.

wtorek, 21 stycznia 2014

konkurs rocznicowy

Ponieważ na blogu przez najbliższy czas nic się raczej nie wydarzy, ogłaszam konkursik tematyczny z związku ze zbliżającą się rocznicą bloga, którą mam zamiar obchodzić hucznie i jak należy.

Hi foreign readers! Unfortunately, due to high shipping costs, you're unable to take part in this contest (well, actually, you could participate, but I won't be able to send you the prizes). Don't worry, hopefully one day I'll make it possible for you!




Na czym będzie polegał?

Macie duże pole do popisu. Chodzi o to, żeby wykonać pracę konkursową w dowolnej technice, inspirowaną hasłem "Pastelowy sen" - nie bez powodu w konkursowym banerze pojawia się oklepana Lady Agnew (taak, chodzi o kolorystyczne pastele, a nie o kredki). Jedyne ograniczenie to tematyka kostiumowo-historyczno-modowa. Możecie coś narysować, namalować, napisać, zaśpiewać, nakręcić film, zarapować, wydziergać, uszyć, słowem - zrobić cokolwiek wam przyjdzie do głowy. Liczę na waszą inwencję twórczą.


Co można wygrać?

Spytajcie lepiej, czego nie można wygrać!

I miejsce - tematyczna książka, wachlarz w osiemnastowiecznym stylu wzorowany na oryginalnym projekcie, kopia fashion plate w ramce
II miejsce - zestaw do kaligrafii (stalówka, nasadka, atrament, notes), kopia fashion plate w ramce
III miejsce - moje zdjęcie z autografem kopia fashion plate w ramce


Do kiedy i jak można wysyłać prace?

Prace w formie zdigitalizowanej (skany lub zdjęcia prac plastycznych, zdjęcia robótek czy innych większych rzeczy, nagrania, dokumenty w Wordzie) wysyłajcie na maila podanego w zakładce "O mnie". I nie śmiejcie się, wciąż myślę nad tym, jak go zmienić, żeby równocześnie połączyć nowego maila z blogiem.

W tytule piszcie "Konkurs rocznicowy".

Macie czas do 16 lutego. Miłej zabawy i powodzenia! :) A ja wracam do nauki...

poniedziałek, 6 stycznia 2014

2 oblicza mufki / 2 faces of a muff



Mufka, którą będę dzielić z Daisy, powstała niedługo po Wigilii. Wtedy to odwiedziłyśmy naszą ciocię i zupełnie przypadkiem wypłynął temat deficytu sztucznych futer, które bezskutecznie usiłowałyśmy zdobyć w krakowskich hurtowniach i second-handach. Ciocia, usłyszawszy to, oddaliła się potajemnie i wróciła ze spektakularnym kołnierzem z lisa. "Nie macie futra? To już macie."

Mufki miały być dwie, ale w obliczu takiej gratki szkoda było nam... "dzielić lisa na czworo", hahaha. Dlatego stwierdziłyśmy, że właściwie futrzane mufki różnorakich rozmiarów były popularne zarówno w osiemnastym, dziewiętnastym, jak i dwudziestym wieku. 

Powstała jedna, uniwersalna mufa. Miałam prezentować ją w wersji z krynoliną, ale nie dorobiłam się jeszcze zimowego ubioru. Poniżej mam na sobie robe a l'anglaise i prymitywną pelerynkę z zasłony. Suknię przewiązałam chustą na wzór Georgiany Cavendish.

Cóż dodać więcej? Mufa jaka jest, każdy widzi. Ach! Byłabym zapomniała. Przed wami fryzura "hedgehog", próba druga. Jest jakiś progress, chociaż lepszy efekt uzyskałabym, gdyby chciało mi się ją dokończyć. Znalazłam za to świetny tutorial na youtubie i już wiem (w teorii), jak robić osiemnastowieczne i dziewiętnastowieczne loczki. Potrzebuję tylko trochę wprawy.


What should one do when in need of some fur? Pay a visit to a dear aunt, of course. Mine was so kind to present me with this gorgeous fox collar, that eventually ended up as a muff. A universal muff, to be precise; it's not only suitable for my 18th and 19th century ensembles, but for my sister's vintage outfits as well. 

I'm wearing my robe a l'anglaise and a rather lame cape, put together rapidly, but it looks agreeable, so I don't care it's unfinished.

Check out my hedgehog hairstyle - it's improved!! Next time it'll get even better, I promise. I was just to lazy to curl all the hair.









Kliknijcie zdjęcie, żeby zobaczyć wersję Daisy: / Here's Daisy's version (click the pic!):