niedziela, 16 marca 2014

wieczór w teatrze / theathre night

Scroll down for the English version, I'm just feeling poetic.

Była chłodna, marcowa noc. Śmietanka towarzyska od dawna wyczekiwała tego wydarzenia; cóż może być lepszą okazją do pokazania się publicznie w swych najnowszych, świeżo uszytych kreacjach? Gdzie zalśnić wspaniałą koafiurą czy pochwalić się drogą biżuterią? Naturalnie, że w teatrze!



Kilka odzianych w oszałamiające suknie dam opuściło z gracją zatrzymany przed wejściem do gmachu powóz, po czym dołączyło do kłębiącego się przy drzwiach tłumu. Kamerdynerzy usłużnie pokazywali kierunek, jaki należało obrać w celu przedostania się do wynajętych loży. Już w holu dało się przyuważyć twarze znaczących w świecie przedstawicieli sztuki i arystokracji, doszło jednak tylko do chłodnych, oficjalnych powitań; właściwa część rozmów miała odbyć się dopiero w antrakcie.

Nie można było, naturalnie, wystawić się na widok publiczny nie upewniwszy się uprzednio co do stanu fryzury; stąd też, jeszcze na długo przed spektaklem, w głębi lóż damy ostrożnie upinały poluzowane w czasie podróży dorożką loki.






W końcu wybił ostatni gong. Wyciągnięto wachlarze, binokle, po czym musnąwszy łaskawym spojrzeniem pojawiających się kolejno na scenie aktorów, skupiono się na widowni. Rozległy się pierwsze podekscytowane szepty. 

- Czy to baron, tam u góry, w rogu?
- To chyba on, rzeczywiście!
- Ciekawe, dlaczego wybrał wyższe piętro.
- Sądzę, że chciał zapewnić sobie lepszy widok na wiadomą nam osobę...

I względną ciszę raz po raz przerywał dyskretny chichocik, ucinany karcącymi spojrzeniami matron-sąsiadek.

Nadszedł wreszcie czas pierwszej przerwy i tu dopiero rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo. Tłum, wyległszy z sali, zaczął intensywnie mieszać się i przemieszczać. Bardziej spragnieni i ospali dżentelmeni udawali się po kieliszek szampana; damy natomiast nie mogły marnować w ten sposób czasu, było w końcu tyle kreacji do obmówienia! 








Większość ulokowała się w pół-przeszklonym foyer, gdzie przy odpowiednim ustawieniu otrzymywało się wspaniały widok na reprezentacyjne schody, hol i teatralne korytarze. Serdeczne znajome nie szczędziły sobie pochwał, rywalki obrzucały się pogardliwymi spojrzeniami lub rzucały tu i ówdzie kąśliwe uwagi. Było również parę dam, których toalety trudno było przeoczyć; wzbudzały one powszechny podziw misternością ozdób i talentem krawcowej. Szybko jednak minął ten czas, stanowczo za szybko! Ledwo dumnym, powolnym krokiem opuściło się szkarłatną lożę, a już trzeba było do niej wracać.

Lecz i stroje aktorów stanowiły wdzięczny temat do rozmowy, trzeba więc się było im uważnie przyglądać. Co bardziej szokujące kreacje opisywano raz za razem, zaś te szczególnie dopracowane spotykały się z powszechnym uznaniem.

Przedstawienie dobiegło końca i widzowie łaskawie obdarowali aktorów burzą oklasków. Damy z lóż nawet wychyliły się lekko, aby uśmiechnąć się do artystów i osobiście im pogratulować; kilka pojedynczych kwiatów sfrunęło gdzieś z wyższych pięter.

Po spektaklu teatr wcale nie opustoszał; wręcz przeciwnie, jeszcze przez długi czas odbywały się procedery wcześniej przerwane bezczelnie dźwiękiem gongu, a więc niekończące się plotkowanie, odnawianie zakurzonych znajomości, czy zadzierzganie nowych, obiecujących więzi. 
























Wreszcie towarzystwo porozdzielało się na mniejsze grupki, z których część z rozmaitych powodów powróciła spokojnie do domu - czy to ze względu na znużenie, czy na konieczność pożegnania z członkiem rodziny, wyjeżdżającym nazajutrz. Pozostała część natomiast udała się na rozmaite kontynuacje tak miłego wieczoru, by w zacnym gronie dokończyć urwane w pół rozmowy.











No dobra, trochę nakłamałam. Ale tak mniej więcej było. Dziękuję obsłudze Teatru Słowackiego oraz kawiarni Jama Michalika za bezproblemową zgodę na robienie naszych szalonych zdjęć. Jeśli zastanawiacie się, co się stało z fotkami i dlaczego wszystkie mamy siwe włosy, podziękujcie autokorekcie bloggera za piękną obróbkę.

Na zdjęciach "schodowych" pojawiają się w kolejności: Fobmroweczka, Edzia, Maqda, Daisy, Loana, siostra Ms Nelly - Agata, kasi3nka, Koafiurzystka, Porcelana, Ms Nelly, ja.


So yesterday I went to the theathre! To my favorite Teatr Słowackiego in Cracow. I never cease to be amazed at how beautiful this place is, so last summer on our costuming bloggers meet-up I came up with the idea of going there together, wearing ball/opera gowns. And we made it! It was a wonderful feeling and you could really imagine what was it like to sit in those boxes (it sounds really funny in English, much more distinguished in Polish!), glancing discretely at some decent young men at the audience. We've had a great time and I'm grateful the Theathre let us take pictures wherever and however we wanted. That was a relief, since that's what we came for, after all!

czwartek, 13 marca 2014

wizyta w v&a / v&a visit

Jednym z głównych moich celów podczas wizyty w Londynie było, naturalnie, Victoria & Albert's Museum. Nie mogłabym ominąć słynnych na cały kostiumowy świat zbiorów! Postaram się więc krótko opisać moje wrażenia, żeby ci, którzy jeszcze tam nie byli, a mają ochotę się wybrać, wiedzieli czego się spodziewać.

To niesamowite, że dla brytyjczyków "otwarte, ogólnodostępne zbiory" oznaczają właśnie to - czyli np. wejście do sali muzealnych z korytarza metra! Ledwie wysiadłam na stacji, a czytelne tabliczki pokierowały mnie prosto do upragnionej kolekcji. Dla porównania, dojście do muzeum sztuki współczesnej MOCAK, koło którego mieszkam, nie jest w ogóle w jakikolwiek sposób oznakowane (mimo, że wymaga zapuszczenia się w najciemniejsze zakątki fabrycznej części Krakowa i przejście tunelu pod koleją).


One of the reasons I visited London was seeing Victoria & Albert's Museum fashion history collection. What was it like? Well, first of all, it was free. A nice change from Polish museums, where every exhibition is heavily guarded. In V&A there was merely anyone from the museum staff in the exhibition halls, which made it a more pleasant visit. Visitors are also able to take as many pictures as they want - obviously, I filled my camera with the emroidery close-ups and detailed shoots of the dresses construction.


A o samej wystawie? Zaskoczyła mnie na dwa sposoby. Przyjemne zaskoczenie - sporo strojów kojarzyłam z Pinteresta czy blogów, ciekawie było móc zobaczyć je na żywo i przyjrzeć się detalom. Nieprzyjemne zaskoczenie - strojów było mało! Dział "Fashion" zajmował jedną dużą, okrągłą salę, którą obchodziło się naokoło. Wychodziła praktycznie jedna gablota na epokę! Słyszałam, że zbiory V&A oscylują w granicach kilku tysięcy sukni... Co z resztą? Chowane są w magazynach na okazje wystaw czasowych (w maju np. ma zostać otwarta wystawa sukni ślubnych)?

Również ekspozycja nie była tak przemyślana, jak się spodziewałam. Tylko jedna z sukni w każdej gablocie została ustawiona na tle lustra, tak, że można było podejrzeć tył. Reszty trzeba się było domyślać. Ewentualnie, kiedy już było widać plecy, to dlatego, że suknie ustawiono tyłem do publiki (tak wyeksponowana była np. ta suknia). Ale dobrze, koniec narzekania. 


Some drawbacks - the exhibition is not as large as I expected it to be - it's approximately one showcase for each fashion era. Also, you can't really see the backs of the dresses - there is only one mirror in each showcase while there are about three to four dresses in it. But I really shouldn't be complaining, because the clothes were splendid and it was really great to study them carefully, being able to see how the details have been created. And the previous era's women were so tiny! Also, there were lot's of 20th century exhibits, such as 20's sport ensembles or 1930's evening suits. 


Stroje były boskie i same w sobie nie pozostawiały wiele do życzenia. Zobaczenie na żywo technik zdobniczych i krawieckich z pewnością dało mi do myślenia. I po raz kolejny nie mogłam wyjść z podziwu, jak filigranowe były XVIII- i XIX-wieczne kobietki!

Poza tym, stosunkowo dużo było eksponatów dwudziestowiecznych. Zachwycały zwłaszcza stroje z belle epoque, zaś w gablocie poświęconej latom 20. ciekawie przedstawiono różne typy strojów - do gry w tenisa, na plażę itd.

Żałuję tylko, że zmęczenie nie pozwoliło mi obejrzeć wystawy biżuterii, ale, jak tłumaczyłam samej sobie "suknie mogę odtworzyć, a takiej biżuterii i tak nigdy nie będę miała, to po co się dołować".


Unfortunately I was too tired to see the jewellery collection. I kept telling myself "Well, you'll never be able to recreate the jewellery stuff, so don't bring yourself down."


Osiemnastowieczne ubranka dla lalek! / Cute 18th century doll clothing










Ciekawy wzór sukni z końca lat 30. XIX wieku. Kojarzy mi się z dziecięcymi ciuszkami albo kołderkami z mojego dzieciństwa! / Funny and surprisingly modern late 1830's pattern.

Zastanawialiście się kiedyś, jakim cudem te rękawy się trzymają? Właśnie tak! / Ever wondered how they worked those sleeves? That's how! 1830's undies

Świetny zestaw jeździecki, tak malutki, że dziś pasowałby co najwyżej na dziewczynkę przygotowującą się do pierwszej komunii. / This gorgeous riding habit was so tiny it could hardly fit a modern 8 years old.









O. MÓJ. BOŻE. Kocham ten płaszcz. / I am SOO in love with this 1890's coat. 


Haft wygląda znajomo, prawda? :) To mniej więcej ten sam rok, co moja tiurniurowa suknia. / Felt kind of proud when saw that this exhibit is dated around the years I dated my braided bustle dress.



Secesyjne detale niezmiennie mnie zachwycają :O / Belle epoque details never fail to impress me!


Ogromny i absolutnie niesamowity kapelusz ozdobiony zeschniętymi kwiatami. Genialne w swej prostocie, od dziś przestaję podlewać domowe fiołki. A, zaraz. I tak ich nie podlewam. / This gorgeous (and enormous!) hat is decorated with dried flowers. Such a simple idea.





Jeden z brzydszych (moim zdaniem) eksponatów. / I wasn't particularly in love with this 1860's bodice. Yuck.

Patrzcie, jakiś cieć odbił się w lusterku / Guess who's there in the mirror



Robe de style z lat 20. / 1920's robe de style



Zafascynował mnie ten kubraczko-kostiumik z okresu międzywojnia. Brawa dla pań, którym po kąpieli w tym swetrowym ustrojstwie udawało się jeszcze wynurzyć. / I had a huge "WHAT ON EARTH IS THAT" moment when saw this 20's/30/s swimming suit. It must have been hard to get out of the water.



To chyba wszystkie z ciekawszych eksponatów. Pominę lata późniejsze, chociaż obfitowały w mnóstwo przepięknych ciuchów, bo inaczej post rozrośnie się do wymiarów katalogu Victoria & Albert's.


I'm not going to show you the pics of other exhibits (though some of them were undoubtedly stunning), but I guess you can still check them out on the V&A's website.