wtorek, 11 listopada 2014

11.11.1918

Lubię Święto Niepodległości. Bez niego listopad nie byłby taki sam - bez hucznych obchodów, portretu Piłsudskiego i nieco ponurych, ale urokliwych pieśni patriotycznych. Zawsze miałam wrażenie, że w polskiej mentalności I wojna światowa jest o wiele bardziej romantyczna i zmitologizowana, niż druga. Może dlatego, że moment jej zakończenia był jednocześnie rozpoczęciem całkiem nowej epoki, dwóch niezwykłych dekad, które dały Polakom posmak utraconej wiek wcześniej wolności.

I właśnie do tego momentu chciałabym się dziś cofnąć. Wyobraźmy sobie, że jest 11 listopada 1918 roku, właśnie podpisano rozejm w Compiegne, a w całym kraju panuje euforia. 


The 11st of November is very important to the Polish people. It's the day we got our independence back in 1918, after over 100 years. I love the way we celebrate the anniversary - in a very serious and patriotic way. There are lots of tributes paid and parades held to commemorate the WWI victims and heroes. It must have been an incredible moment for my 1918 fellow-countrymen, to feel free after such a long time of oppression.



Na klapie płaszcza przypięłam order mojego pradziadka za udział w wojnie 1918-1921. Prawdopodobnie otrzymał go w 1928 roku, więc jest trochę anachroniczny względem mojego stroju, ale miałam ochotę na jakiś patriotyczny akcencik ;)

I was feeling patriotic, so I wore my great-grandpa's order he got purposedly in 1928 as a reward for taking part in the 1918-1921 war.





Swój strój i makijaż inspirowałam tymi rycinami:

My outfit and make up was loosely based on the following fashion plates:








poniedziałek, 3 listopada 2014

haworth

Pisanie o podróży marzeń tyle mi zajęło, bo zupełnie nie miałam pomysłu, jak się za to zabrać. Ilość pięknych zdjęć i nagrań kompletnie mnie przerosła i mimo rozmaitych prób uporządkowania myśli i wrażeń w spójne fragmenty, wszystko wydawało się raczej beznadziejnym sposobem na zrelacjonowanie tych kilku październikowych dni. 

Postanowiłam więc zacząć od tego, co było faktycznym celem mojej wycieczki i tak naprawdę spowodowało, że się na nią zdecydowałam - wizyty w Haworth. 

Już w wakacje poważnie rozważałam zaoszczędzenie na tego typu podróż, problemem jednak był fakt, że zupełnie nie miałam pojęcia, kto chciałby pojechać ze mną. Samotna wyprawa na wrzosowiska owszem, brzmiała dość romantycznie i całkiem atrakcyjnie, ale godziny spędzone w pojedynkę na lokalnych dworcach już nie bardzo. Dlatego niezwykle ucieszyłam się, kiedy udało się wyjazd zorganizować w trójkę, z Olgą i Porcelaną.


As I've mentioned in the previous post, I recently went on a trip to see Haworth and Chatsworth. I was really glad when Olga suggested this - I was actually thinking about a trip like this for a long time, but had no idea who would like to join me. Going alone might sound romantic and adventurous, but not when you have to spend half a night on a railway station in the middle of nowhere.


Ale skupmy się na Haworth. Byłam pełna wątpliwości. Miasteczko, w którym życie spędziły siostry Bronte wyobrażałam sobie tak często, że już sama nie wiedziałam, czego tak naprawdę oczekuję; tym łatwiej więc było mnie rozczarować. Bałam się, że Haworth okaże się zatłoczoną mekką turystów i cała wiktoriańska atmosfera zniknie gdzieś pod stertą kubków, ciasteczek i fartuszków z twarzami sióstr. Że widoki, które tak zachwycają w adaptacjach powieści, to podkoloryzowane wizje filmowców. Że plebania na odludziu zamieniła się w kulturalne i komercyjne centrum miasta. 

Kiedy wysiadałyśmy z autobusu po wcześniejszej parogodzinnej podróży pociągiem (to skomplikowane), na widok pierwszych charakterystycznych nazw nie mogłam powstrzymać ekscytacji. Bronte Hotel, Eyre Cottage czy Heathcliff Estates pojawiały się coraz częściej, w miarę jak zbliżałyśmy się do parafii. W samej wiosce, która połączona jest na obrzeżach Keighley i właściwie stanowi jego część, było - ku mojej uciesze - raczej pusto. Większość sklepów z pamiątkami była pozamykana, a jedyni napotkani przez nas ludzie wyglądali na tubylców, pracujących nad niezwykłymi halloweenowymi ozdobami. Później drogę do plebanii wskazywały nam (nieświadomie) coraz częstsze grupki japońskich turystów, których jednak było na tyle mało, że surowy i cichy klimat miasteczka nie ulatniał się wraz z odgłosem masowo robionych zdjęć.

There are so many good pictures I truly have no idea how to deal with them, so I'll focus on Haworth first, since visiting Bronte's parsonage was my main goal through out the trip. I was actually quite anxious whether Haworth would turn out the way I imagined - I was afraid it became a tourist mecca and that the whole athmosphere is ruined by hundreds of souvenir hunters and foreign visitors.

Luckily, it's not. We visited Haworth in the middle of the week, when most of the shops was closed, and the only people we stumbled upon where either the villagers or small groups of Japanese tourists. The village's athmosphere is still as Victorian and peaceful as I imagined.






Zwiedzanie w mniejszej grupie ma to do siebie, że można delektować się wszystkim, co nas interesuje, a nie pędzić od jednego miejsca do drugiego, bo autobus czeka i spóźnimy się na obiadokolację. I tak do plebanii doszłyśmy powoli, najpierw zatrzymując się przy starym kościele, zaś dopiero potem, niespiesznym krokiem zbliżając się do muzeum. Było bardzo zimno - podczas przerwy na kanapki (Olga wtedy ze stoickim spokojem zszywała kawałki niedokończonej sukienki) skostniały mi palce i zaczęło trochę kropić.

Jednak naszym największym problemem pozostały nasze bagaże i kwestia przebrania się w stroje. Muzeum jest dość małe i przez to nie posiada szatni, a toalety w których przyszło nam się przebierać były ciasne i często nawiedzane przez szkolne wycieczki (których dziwnym trafem nie było widać ani w muzeum, ani w miasteczku, za to wszystkim dzieciakom z okolicy nagle zachciało się siku).

Na przebieranie zeszło nam bardzo dużo czasu - stanowczo za dużo! Jako naczelna poganiaczka wyjazdu (serio, to cud, że dziewczyny mnie jeszcze nie nienawidzą za te wszystkie "EJ! Ale pospieszcie się, ok? Bo za godzinę będzie ciemno") nie omieszkałam zauważyć, że jeśli chcemy jeszcze pójść na wrzosowiska, powinnyśmy się sprężyć.


Small group sightseeing is really comfortable, because you can stop wherever and whenever you want to. Instead of rushing into the parsonage, we took some time to properly see the church and the nearby buildings. After a short lunch break we spent a looot of time getting dressed in our 1840's outfits. I mean, seriously, we occupied the loo for like 1,5 h.






Jak obsługa muzeum zareagowała na duchy sióstr Bronte, które zamiast poprosić o bilety, oznajmiły, że przybyły sprawdzić stan swojego domostwa? O wiele bardziej żywiołowo, niż się spodziewałyśmy; nie minęło wiele czasu, a cały personel był poinformowany o naszej obecności i nie omieszkał pochwalić się naszą wizytą na oficjalnym Facebooku. Odbyłyśmy też dłuższą pogawędkę z bardziej zainteresowaną panią muzealniczką, która zrobiła nam też kilka zdjęć, dzięki czemu nie musiałam wyciągać statywu. Niestety w samym muzeum obowiązywał zakaz fotografowania, co uniemożliwiło nam uwiecznienie saloniku, słynnego portretu autorstwa Branwella z jego wymazaną sylwetką, sukni i bonnetu Charlotte czy urokliwej kuchni. Gdybym miała zrobić porównanie expectations-reality, to przyznam, że sama plebania zawsze wyobrażała mi się nieco większa i nie sąsiadująca aż tak blisko z ponurym, ciemnym cmentarzem. To jej położenie pomagało jednak wyobrazić sobie, w jakich warunkach siostry tworzyły swoje powieści, a zobaczenie wnętrz, w których żyły, mebli i przedmiotów, których używały, spowodowało, że z mglistych wyobrażeń stały się bardziej ludzkimi i pełnokrwistymi postaciami.

We introduced ourselves as the Bronte sisters wanting to check the parsonage's condition. The staff reacted differently than we expected - instead of faking smiling and trying to get rid of us they were really enthusiastic and even posted a picture of us on the museum's Facebook profile. We also had a small chat with some of the staff and a very nice lady took some pictures for us we were unable to take ourselves. So nice, yay! As to the museum itself, I used to think the parsonage was bigger and not this close to the extra-gloomy cemetery (no wonder their stories were so spooky). Still, seeing Bronte sisters' furniture and the things they used everyday was an awesome experience and made me realise they were actually real people.












W trakcie zwiedzania plebanii na zewnątrz świeciło słońce, co trochę zbiło mnie z tropu, bo wolałam, żeby pogoda była bardziej chmurna - skoro ten jeden raz wybrałam się do mojego wymarzonego miejsca, oczekiwałam, żeby pogoda również była idealnie taka, jak chciałam. I była! Kiedy tylko opuściłyśmy cmentarz i wybrałyśmy się na pobliskie wrzosowiska, zerwał się nieziemski wiatr i niebo zachmurzyło się. 


I was a bit unhappy about the sun - I really was! But as soon as we started walking towards the moors, the clouds got darker and the coolest (and I don't mean the temperature!) wind started blowing and the weather got so perfectly Bronte-ish, just the way I imagined.








I naprawdę trudno opisać, co działo się dalej, bo drżące, zrudziałe wrzosy, zmurszały kamień przydrożnych murków, bezlistne drzewa, zarośnięte skały, bagniste jeziorka i właśnie ten wiatr spowodowały, że mimo iż trzymałam w dłoni aparat i rozmawiałam normalnie z dziewczynami, sercem przeniosłam się prosto do lat 1840. 

And what happened next? Believe it or not, it's hard to describe; let's just say that the wind, the moors, the heathers, the stones, the leafless trees - it all made me feel just as if I used a time machine and made it right into 1840's. 


















A na koniec, kiedy powędrowałam drogą za zakręt i zobaczyłam wrzosowiska po horyzont, a za nimi kolejne takie wzgórze, i jeszcze kolejne, już nie mogłam się powstrzymać i mimo, że miałyśmy za niedługo wracać, puściłam się biegiem przez szumiące krzaki, aż całkiem straciłam siły. Właśnie tego mi było trzeba!

And in the end, when I saw the endless moors, I just couldn't resist to run until I lost my breath - it was such and amazing experience!