wtorek, 17 lutego 2015

2 lata / 2 years

Drodzy Czytacze,

Towarzyszycie moim kostiumowym przygodom już dwa lata! Niewiarygodne. Niesamowite jest też to, że przez te dwa lata nie usłyszałam (przeczytałam?) od was żadnego złego słowa. Było parę ostrzejszych uwag, ale nie zdarzyły się żadne hejty. Wręcz przeciwnie - przez te dwa lata otrzymałam tyle przemiłych, inspirujących maili, tyle rozbrajających (i nieraz bawiących do łez) komentarzy na Facebooku, że jak człowiek sobie o tym na poważnie pomyśli, to ma ochotę zapłakać. I to nie jakoś tak ładnie uronić łezkę, tylko, cytując Meg Cabot "w grę wchodziłaby duża ilość smarków".


Czas więc, zgodnie z obietnicą, odpowiedzieć na wasze pytania.


Dear Readersies (my preciouss),

It's been two years since I started writing here. Two years, and I still haven't bored you to death - well, that's an accomplishment! It's almost unbelievable how nice and kind you've been the whole time. I'm seriously grateful and moved when I think of it.

The post below is just answering questions that the Polish readers ask me, so I don't think it's necessary for me to translate them. Feel free to request the translation though, I'd be happy to help. Hugs!


Master of Arts



Od kiedy interesujesz się kostiumologią?

Od jesieni 2012 :)


Czy byłaś w Bath na Jane Austen Festival?

Niestety nie! Byłam w samym Bath i odwiedziłam (choć nie zwiedziłam) Centrum Jane Austen, ale było to jeszcze w czasach, kiedy nie miałam pojęcia o festiwalu.


Twoje ulubione książki? Czy znasz może Austenland? Fantastyczna książeczka, bardzo zabawna. Polecam:))

Austenland tylko oglądałam i bardzo mi się podobało, mimo że oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Wracając do książek… Mam taką swoją Świętą Trójcę – Austen, Bronte, Woolf. A oprócz tego bardzo lubię pojedyncze książki różnych autorów. Generalnie niestety nie czytam zbyt dużo, bo jest zbyt wiele ciekawych rzeczy, które mnie od czytania odciągają :) W skrócie - jeśli mam do wyboru zabrać się za książkę albo zrobić w tym czasie coś swojego, to zdecydowanie wolę zabrać się do roboty.


Jak reagują na twoje stroje inne osoby? Chodzi mi nie tylko o przypadkowo spotkane osoby na ulicy, ale też o reakcję rodziny, przyjaciół.

Moi rodzice na początku byli dosyć rozbawieni, ale z czasem przyzwyczaili się do turkotu maszyny w nocy i mojej nieustannej bieganiny między pokojem a lustrem w łazience. Ale hm, jak to mówią, najciemniej pod latarnią. Ani moja rodzina, ani najbliżsi przyjaciele raczej nie czytają bloga i nie są specjalnie na bieżąco – bo i po co, skoro moje szaleństwa mają na co dzień ;)


Czy masz jeszcze inne zainteresowania, którymi tak gorąco się zajmujesz?

Uh, tak, mam całe mnóstwo. Dlatego bardzo ciężko jest mi dzielić czas na wszystko, co kocham robić. Potrafię przez godzinę siedzieć i zastanawiać się, na co nie zmarnuję czasu. Bo z jednej strony mam ochotę coś uszyć, ale z drugiej dopada mnie wena pisarska i postaci z opowiadań krzyczą, że chcą wiedzieć, co wydarzy się z nimi dalej. A jednocześnie film woła o zmontowanie. Oprócz tego bardzo lubię aktorzyć, jeszcze w liceum tym głównie zajmowałam się w czasie wolnym. Teraz nie należę do żadnej grupy teatralnej i trochę wegetuję w tej kwestii, ale bywa, że wolne przedpołudnia spędzam na uczeniu się płakania – LOL.


Zamierzasz połączyć pracę zawodową z twoim blogiem? A może już Ci się udało?

Jeszcze na początku kostiumowania podjęłam decyzję, że na pewno nie chcę z szycia robić pracy. Robienie kostiumów to moje hobby i chciałabym, żeby tak zostało, bo wiem, że jeśli stanie się to rutyną i obowiązkiem, szybko je znienawidzę. Poza tym często mam problem, żeby zmotywować się do uszycia porządnie czegoś dla siebie, więc co dopiero, gdybym musiała robić to dla kogoś innego. Ale nie wykluczam, że moja przyszła praca będzie w jakiś sposób powiązana z kostiumami. Jest mnóstwo możliwości i mam kilka pomysłów, chociaż to bardzo dalekie plany :) Na razie muszę przetrwać studia.


Skąd zainteresowanie starymi czasami i modą minionych lat?


Nie mam pojęcia. To zawsze jakoś we mnie siedziało – jako dziecko uwielbiałam stare ryciny i portrety kobiet w sukniach, które nazywałam „paniusiami”, i zawsze w rodzinie było „O, takie paniusie, to tobie by się na pewno spodobały”. W sumie jak teraz się nad tym zastanawiam i myślę, skąd w ogóle to się u mnie wzięło, i wyobrażam sobie siebie „sprzed uświadomienia kostiumowego”, to moje zainteresowanie musiało chyba narastać stopniowo, bo nie jestem w stanie przypomnieć sobie jakiegoś konkretnego momentu czy przełomu. Jedno z moich wyraźniejszych wspomnień w tej kwestii to podstawówka i bezsilna złość na bohaterkę „Godziny pąsowej róży”, że nawet nie próbuje, i że „kurczę, gdyby mi tak dali szansę się przenieść w czasie, to bym jej pokazała jak to się robi”.


Lubisz stare filmy? Masz jakieś ulubione aktorki/aktorów?

OMG taaak! Przed studiami miałam słabość do polskich komedii międzywojennych i filmów z Audrey Hepburn, na studiach przemaglowano mnie przez całą historię filmu i w efekcie pokochałam w równym stopniu kino nieme i klasykę ogółem.

Nie jest zbyt wielką tajemnicą, że kocham się w Busterze Keatonie, ale jeśli mowa o aktorach, którzy w filmie coś czasem powiedzieli, to nie pogardzę też Carym Grantem, Jeanem Gabin i Clarkiem Gable. Mimo wszystko, Buster > reszta.

Jeśli chodzi o aktorki, to MARLENA ŻONDZI I WUADA. Dawno temu na zajęciach z kina klasycznego, kiedy nie interesowałam się tak za bardzo gwiazdami starego kina i tylko kojarzyłam nazwiska z twarzami, przez całe zajęcia mówiliśmy o Grecie Garbo i Marlenie Dietrich i o tym, że prawdziwy kinoman może kochać tylko jedną z nich. Cały wykład zastanawiałam się, która bardziej przypadnie mi do gustu. Najpierw obejrzeliśmy scenę z apatyczną Garbo. A potem ten fragment „Maroka” z Marleną. Zaiskrzyło, chociaż do nadrobienia jeszcze kawał jej filmografii.





Czy zgadzasz się z teorią Stephena Hawkinga, że po Wielkim Wybuchu pole Higgsa, a wraz z nim cała próżnia, mogły zatrzymać się w stanie metastabilnym, a eksperymenty w dziedzinie wysokich energii mogą spowodować rozpad fałszywej próżni?

Cały ten problem i moje zdanie na ten temat zostały doskonale wyjaśnione w tym filmiku - https://www.youtube.com/watch?v=dQw4w9WgXcQ


Czym się zajmujesz poza szyciem strojów i prowadzeniem bloga? Co studiujesz?

Na co dzień jestem niezbyt pilną studentką filmoznawstwa i udaję, że zabieram się za mój licencjat. Jeśli już pojawię się na zajęciach, przeglądam suknie na Pintereście, a jeśli nie, to w domu robię to samo.

Na studiach wyglądam mniej więcej tak. Mam nadzieję, że koledzy z roku tego nie czytają, a jeśli czytają, to nie powinni się obrazić, bo przecież zrobiłam prawilną cenzurę


Jak ubierasz się na co dzień?

Oh God. Bałam się, że to pytanie nastąpi. Generalnie w latach swej młodości uwielbiałam, jak to się mówi delikatnie, „eksperymentować z modą”, a że byłam przy tym niezbyt urodziwym gimbusem, efekt był dość opłakany. Potem w liceum zainteresowałam się projektowaniem ubioru i wydawało mi się, że jestem utalentowaną stylistką. A potem doszło do mnie, że nie wydając wszystkich moich pieniędzy na ubrania nigdy nie będę wyglądać tak, jak chciałabym wyglądać, dlatego najzwyczajniej w świecie się poddałam. I tak oto mój codzienny outfit to zazwyczaj sprane dżinsy w połączeniu z jakąś koszulą i luźnym swetrem. I buty wyglądające na męskie. O tak.


Czy masz taką opcję sprzedaży sukni , czy zostawisz je tylko dla siebie ??

Może zacznę sprzedawać moje starsze suknie, kiedy uznam, że są uszyte wystarczająco dobrze. Na razie nie uważam, żeby ich poziom nadał się do pokazania publicznie, dlatego czekam, aż udoskonalę szycie na tyle, żeby móc na tym dorabiać ;)


Napisałaś o sobie, że fotografujesz! Czy robisz sesje?

Lubię od czasu do czasu robić zdjęcia i jestem dyżurną fotografką „od profilowych” dla sporej grupy moich znajomych. Ale od paru lat troszkę sobie odpuściłam, bo do zdjęć trzeba mieć serce i cierpliwość. Jak bardzo mi się nudzi, przegrzebuję moje stare fotki i dla beki sprawdzam, czy zostaną zaakceptowane na PhotoVogue

Czasem coś mi wyjdzie, ale najczęściej totalnie przez przypadek. Tu chyba 2012

Czy robisz suknie na zamówienie?

Nie, nie szyję na zamówienie. Skoro mam problem z dopasowaniem wykroju do siebie, to opracowanie go dla kogoś jest niestety ponad moje siły ;) Nie mówiąc o tym, że raczej kiepsko byłoby w połowie pracy przerwać zamówienie i poinformować klienta, że „jednak nie umiem tego zrobić”.


Jak udaje Ci się robić tak wspaniałe filmiki? Np. ten w górach jest fantastyczny!!!

Pytanie jest tendencyjne :D Żartuję. Głupawe filmiki robię od dawien dawna (13 lat – pierwsza kamera – pierwszy skomplikowany film szpiegowski. Nie umiałam montować, więc po prostu kręciłam ujęcie po ujęciu i film oglądało się na wyświetlaczu kamery), więc jakieś podstawowe zasady zdjęć czy montażu mam opanowane, ale nadal wiele wiedzy,  skillsów i sprzętu mi brakuje. Bardzo chciałabym się w tym kierunku dokształcić, ale nie odpowiada mi atmosfera szkół filmowych, dlatego wciąż szukam dla siebie luki. Na pewno będę chciała się rozwijać i na pewno w tym roku powstanie kilka kolejnych mini-produkcji :)



Dziękuję wam serdecznie za pytania. Z tego co widzę woleliście wykorzystać tę okazję raczej do zapytania o normalne rzeczy niż te proponowane przeze mnie (szkoda, już miałam przygotowane odpowiedzi), choć dzięki waszej pomysłowości zagłębiłam się w najciemniejsze zakamarki mojej przeszłości i zostałam zmuszona do zgłębienia teorii pana Hawkinga (po paru artykułach chyba nawet zrozumiałam, o co mniej więcej chodzi).

Dzięki wam nawet Buster się uśmiechnął!



poniedziałek, 9 lutego 2015

edwardiańskie kimono / edwardian kimono

[EDIT: Byłabym zapomniała. Nadal możecie przesyłać mi swoje pytania! Czekam na nie do piątku włącznie / Please remember that you can still send me your questions! I'll be accepting them until Friday night]

Jakiś czas temu dorwałam w second handzie lśniący materiał w orientalne wzory. Nie miałam pojęcia, do czego mógłby mi się przydać, ale stwierdziłam, że lepiej kupić i szukać dla niego przeznaczenia, niż wiedzieć, do czego byłby idealny i żałować, że go się nie kupiło.

Po powrocie do domu zabrałam się za poszukiwania i odkryłam, że orientalne tkaniny i wzorowane na kimonach stroje to domena przełomu XIX i XX wieku. Pojawił się jednak problem. Część sukni o kroju kimona okazało się peniuarami lub sukniami noszonymi w domowym zaciszu, część opisano jako tea gown, przeznaczone do zajęć popołudniowych i przyjmowania gości. Zobaczcie sami:


Some time ago I got an awesome piece of oriental-patterned fabric at a second hand shop. I had no idea what should I do with it, until I did a quick research on kimono-styled gowns. The only problem is that some of them are listed as peignoirs and some as tea gowns, while they are cut the same way. 


LATA 1880 / 1880's

Frans Verhas i jego niebieskie kimono - Verhas namalował całą serię obrazów poświęconych kobietom w niebieskim kimonie. Służy im ono za to, co współcześnie nazwalibyśmy szlafrokiem.

Here are Frans Verhas' paintings. You can clearly see that the ladies are wearing proper kimonos and basically using them as bathrobes.



(jak nie psy, to dzieci...)




1895:

Tu z kolei tea gown o wyjątkowo wówczas modnych, stylizowanych na kimono rękawach.

1890's tea gown with then extremely popular kimono-styled sleeves.



1900

A tu, niemal identyczny, peniuar w którym żadna szanująca się kobieta nie wyszłaby z domu. Gdzie logika?

And here is the dress that looks basically the same, except this time it's a peignoir. Not very logical, is it?



1905

Poniżej macie suknię, która była moją główną inspiracją. Krój praktycznie niczym nie różni się od kroju najprostszego kimona. I teraz zagwozdka - suknia ta w niektórych źródłach została opisana jako peniuar, w innych jako tea gown.

Here is my main inspiration. It's cut as a traditional simple kimono. The trouble is I've seen it being described as a peignoir and then as a tea gown and couldn't find which version is correct.





1910

Elegancka tea gown.

An elegant tea gown.



Postanowiłam więc, że skoro kimono bywało w czasach edwardiańskich noszone zarówno jako peniuar, jak i tea gown, to mogę uszyć jedno wielofunkcyjne kimono edwardiańskie ;) Na zdjęciach poniżej służy za peniuar, bo do tea gown przydałoby się zakryć szyję.

Because in Edwardian era the traditionally cut kimono seems to have been used both as a peignoir and a tea gown, I decided to sew a multifunctional kimono that would serve me as whatever I want. Here I'm wearing it as a peignoir.









(plecki kota) / (yup, that's my cat's back)


HSF #2



Wyzwanie: HSF #2 Color Challenge Blue
Tkanina: jakiś wyjątkowo wredny poliester
Wykrój: na podstawie obserwacji. Ale za wiele wykrojowania to tutaj nie było.
Rok: 1905
Dodatki: właściwie nic.
Jak bardzo jest poprawny historycznie? Wykrój jest, materiał nie jest.
Czas wykonania: Jakieś trzy godziny, ale nie jest jeszcze całkiem dokończony.
Założony po raz pierwszy: dzisiaj, do zdjęć.
Kompletny koszt: uch, chyba jakieś 16 zł za materiał


The Challenge: HSF #2 Color Challenge Blue
Fabric: some nasty polyester
Pattern: figured it out myself (come on, it's not very complicated)
Year: 1905
Notions: nope
How historically accurate is it? The pattern is ok I guess, the fabric, as always, is not.
Hours to complete: about 3
First worn: today
Total cost: about $5

piątek, 6 lutego 2015

wizyta na warszawskim "kole" / visiting warsaw's flea market

Kilka tygodni temu (jak zapewne pamiętacie) spędziłam weekend w Warszawie. O ile pierwszy dzień dość szybko minął mi na przygotowaniach przebalowych, o tyle niedziela okazała się na tyle luźna, że wybrałyśmy się z Kajani na Koło - jeśli jesteście równie niewtajemniczeni w topografię stolicy jak ja, podpowiem, że na tym osiedlu znajduje się ogromny targ staroci. Niestety w tamten dzień pogoda nieszczególnie sprzyjała włóczeniu się po otwartych przestrzeniach (wiatr + niska temperatura = skostniałe dłonie po paru sekundach obmacywania antyków), ale udało mi się u wskazanego przez Kajani sprzedawcy przejrzeć kolekcję starych zdjęć i, po wyrażeniu zdziwienia ich niską ceną, nabyć kilka z nich. Oto wybrane przeze mnie fotografie:

Few weeks ago I spent a weekend in Warsaw. The first day of my trip was filled with pre-ball occupations, such as hair-curling and ironing, but Sunday surprisingly turned out to be more relaxed and Kajani suggested we went to a flea market, which I was obviously glad to do! It was freezing cold, so by the time we got there I was already shaking. I managed, however, to carefully look through one seller's collection of antique photos, and because I found them to be extremely cheap, I couldn't resist to buy a couple of them. Here's what I got:


BO TAK. To zdjęcie urzekło mnie swoją niedorzecznością - w pierwszej chwili zwróciłam uwagę na dziwaczny kapelusz, potem na cudne atelier z wymalowanym drzewem i kwiatkami oraz budzącą wątpliwości niestabilną ławeczką, na samym końcu na strój. Marszczony, nieco "obły" przód oraz falbany (?) u góry rękawów sugerują dla mnie początek lat 1890, ale mogę się mylić.

/ I chose this picture because it's just too riddiculous to resist. Just look at that lady's hat. Then at the painted floral background. Then at the awkward bench. Then at the hat again. As to the dress, the gathered bodice and the upper sleeves ruffle suggest early 1890's to me, but I might be wrong.

Co za urocza para! Suknia tej pani mogłaby z powodzeniem znaleźć się na dziale młodzieżowym w Zarze - koronkowe aplikacje, czarne akcenciki i kokardka przy szyi. Do tego delikatny wisiorek i kolczyki. Gdyby nie kapelusz, spokojnie można by wyjść tak dzisiaj na miasto. Tego niestety nie da się powiedzieć o panu... (Na moje oko pani ubrana jest w ciuszki modne około 1910-1912 roku, z naciskiem na 1912.)

/ This lady's outfit could easily be adapted into modern-style outfit. Just ommit the hat and everything else would make a lovely OOTD for every fashionist out there! Come on - lace inserts, black and white colour combination, little bow near the neckline, small pendant and subtle earrings... (Considering the hat, the hairstyle and the dress' silhouette, I would say this picture was taken about 1910-1912, at least lady's clothes were fashionable these years, but she might have worn then a couple years later.)



To zdjęcie wybrałam ze względu na jej spojrzenie (dopiero później zachwycałam się suknią). Nie wiem, czy to kwestia umiejętnego retuszu, oświetlenia, czy urody modelki, ale ta fotografia jest niesamowita. Ponieważ nie widać za wiele ze stroju, możemy sugerować się fryzurą i zawęzić datowanie do lat 1880. (obstawiam 1882-1887, bo później bufki na ramionach zaczynają rosnąć w górę).

O ile we wcześniejszych wyborach kierowałam się poważniejszymi argumentami, tutaj, przyznaję bez skruchy, poleciałam na strój. Od razu spodobała mi się smukła sylwetka (końcówka lat 1880? Kojarzy mi się z 1887), dopasowany stanik, ciekawy, krótki i schludny fartuszek (część spódnicy wierzchniej) i ogromne guziki. Przy okazji możemy podpatrzeć atelierowe krzesło i zastanowić się, czy plamka przy lewym (patrząc z perspektywy widza) łokciu portretowanej to efekt retuszu i próba zwężenia figury, przykład niezwykle mikroskopijnej talii, czy udana iluzja optyczna polegająca na znacznym poszerzeniu bioder tiurniurą lub poduszką.

/ The reasons I chose this picture were purely aesthetic. I just looked at it and heard my inner voice cry "DAT SILHOUETTE"! I love the bodice, the short apron (?) and those huge buttons. (I'd say this is late 1880's, 1887 probably? Dunno). Also, mind the white gap between the lady's right elbow and her waist - is that an example of early photoshopping, considering how small her waist would appeal? Or is it just that her hips are accentuated with some kind of support and it looks this way?

Zaskoczyło mnie to, że fotografie są dopracowane i piękne również na odwrocie. Najwyraźniej dawniej, kiedy pojedyncze zdjęcie mogło być jedyną lub jedną z kilku zaledwie odbitek, dbano nie tylko o fotografię jako taką, ale o samą odbitkę jako o cenny przedmiot. Świadczą o tym zresztą pozłacane brzegi większości z nich - to coś, o czym przed zobaczeniem zdjęć na żywo nie miałam pojęcia - w internecie nie da się pokazać cieniutkiej krawędzi kartonika. Kartonika, bowiem stare zdjęcia okazały się być sztywne i grube na kilka milimetrów - zapewne znów jest to oznaka szacunku do zdjęcia, które nierzadko wykonywano tylko raz, góra kilka razy w życiu. (wybaczcie te filozoficzne wynurzenia, ale jestem świeżo po egzaminie z wiedzy o fotografii i przeczytaniu kilkuset stron na jej temat).

I was quite surprised with how the photographs looked - I mean not the photo itself, but the whole object. It turned out the back of it is very neat and decorative - something I had no idea about until I had a chance to examine it myself. I also didn't know that the whole picture is printed on a hard, thick piece of carton (though now, that I know it, it seems quite obvious - you didn't get many photos taken back then, so you had to make sure it's not an easy-to-destroy piece of paper). Also, the sides of the bigger photographs are painted gold - it's a nice, neat addition to the whole picture, that you can't really see on the internet.





To tyle o moich fotograficznych przygodach! Koniecznie dajcie znać, które zdjęcie najbardziej przypadło wam do gustu, co sądzicie o hipotetycznych datowaniach i podejrzeniu o fotoszopa ;)

That's about it! Please let me know which picture you like best, and what do you think about the hypothetical dates and the photoshopped waist accusation! :)