poniedziałek, 17 sierpnia 2015

10 rzeczy, których nikt ci nie mówi o kostiumingu

[English translation soon guys! Sorry!]

WYCHODZĘ!

1. Zubożejesz.
Choćbyś miał nie wiem ile pieniędzy, twoje przychody i środki znacznie zmaleją po zaczęciu tego hobby. Zawsze znajdzie się coś, co warto kupić, no i przecież nie możesz odpuścić tego zbiorowego zamówienia na fiszbiny do gorsetu. Chyba, że juz i tak nie masz pieniędzy, wtedy problem z głowy. To mój przypadek.


2. Przestaniesz jeść i sypiać.
Zamiast ścielić łóżko będziesz pruć zaszewkę, zamiast wieczornych pacierzy po raz ósmy poprawisz wykrój. Śniadanie (zwłaszcza w wolny dzień) można przecież odpuścić i w piżamie zasiąść do maszyny zaraz po przebudzeniu, żeby skończyć tą #*$!?#*! sukienkę przed eventem.


3. Twój pokój zamieni się w pobojowisko. Najprawdopodobniej na stałe.
To jest punkt, którego nie potrafi zrozumieć nikt z moich domowników i na próżno tłumaczę, że "każdy, kto szyje, tak ma". Na manekinie (jesli w takowy zainwestujesz) na długo zawiśnie suknia strasząca każdego, kto ośmieli się wejść do pokoju; wszędzie upchane będą materiały; podłogę, zamiast dywanu, przyozdobią różnokolorowe ścinki. A to wszystko w stanie spoczynku, bo podczas szycia wszystkie zapasy, szpilki, igły, metry krawieckie, wykroje tarzają się po pomieszczeniu. Biada temu, kto spróbuje przez nie przejść.


4. Materiałowa obsesja.
Gdzie nie spojrzysz, oczyma wyobraźni zobaczysz suknie historyczne. Pościel u koleżanki, zasłony w hotelu, tapicerka na uczelni - uwierz mi, będziesz to wszystko datować - pościel idealna na osiemnasty wiek, odcień zasłon pasowałby do lat 1830., tapicerka w sam raz na barok. I, co gorsza, w niektórych przypadkach będziesz poważnie rozważać kradzież lub przynajmniej próbę odkupienia.


5. Datowa obsesja.
Wszystko stanie się okazją do wypróbowania swojej wiedzy o historii ubioru. Portrety z muzeum, logo kawiarni na Krupówkach, uśmiechnięta pani na długopisie, podręcznik do polskiego z gimnazjum. Dla mnie przejście po muzeum zawsze kończy się na wykrzykiwaniu "1895!" i szybkim sprawdzaniu podpisu, by odkryć, że to jednak 1898 i przyznając się do błędu, pokrótce opisać znajomym trendy danego okresu.


6. Wyjdzie z ciebie chomik.
Nagle staniesz się kolekcjonerem starych bluzek cioci (bo mają wstawkę z koronki!), rękawiczek (mogą udawać wiktoriańskie mitenki!), wstąg z wieńców pogrzebowych, tasiemek, guzików i wielu o wiele dziwniejszego przedmiotów, do którego posiadania nikomu się nie przyznasz. Ja zachomikowałam w celach kostiumowych wielki wór wypełnienia do poduszek, starą suknię ślubną (bo miała halkę z tiulu, come on!) i parę maryjnych wachlarzy.

7. Transport publiczny to wyzwanie.
Widzisz wszystkie zdjecia z wydarzeń, ale zapewne nie myślisz o tym, że trzeba się jakoś na nie dostać. Oczywiście, że można przebrać się na miejscu, ale wówczas trzeba przez pół miasta (lub kraju) przetargać ze sobą wielkie wory lub walizy zawierające wszystkie historyczne warstwy. Poza tym, często najzwyczajniej w świecie nie ma na to czasu i wybiegam z domu w pełnym rynsztunku i fryzurze. Przyzwyczaiłam się już do tego stopnia, że powrót do domu zatłoczonym tramwajem w osiemnastowiecznym stroju jeździeckim nie jest dla mnie niczym specjalnie dziwnym (chociaż zawsze raźniej podróżować w kilka osób, wtedy wygląda to już bardziej na zorganizowaną wyprawę niż na oznaki choroby psychicznej, jak w przypadku samotnej wycieczki).

8. "A mogłam zabrać ze sobą strój..."
Przygotuj się na to, że każde miejsce zacznie przez ciebie być postrzegane jako potencjalna lokalizacja na sesję zdjęciową/piknik/spacer w sukni. "Tu by było super się przechadzać w regencyjnej pelisie", "Szkoda, że nie uszyłam jeszcze tej balowej z 1865 roku, świetnie by pasowała do tego pałacu". Wycieczka szkolna, ślub kuzynki czy zagraniczne wojaże będą dla ciebie nieustannym wyrzutem sumienia, że nie masz ze sobą jakiegoś stroju, w którym "fajnie by było tu pochodzić".

9. Zaklepana... albo nie.
Prędzej czy później zaczniesz dostrzegać, czy to w internetach, czy w muzealnych albumach, suknie które wyjątkowo przypadną ci do gustu. A potem z przerażeniem odkryjesz, że... nie tylko tobie się podobają! Prawdopodobieństwo, że istnieje co najmniej kilka innych osób interesujących się tym samym strojem jest bardzo duże. Dopóki nie powstanie pierwsza kopia, można się jeszcze jakoś dogadać ("to ja ją uszyję niebieską"). Gorzej, kiedy z rozmarzeniem planujesz rekonstrukcję, a tu BUCH! Na internetach pojawiają się fotki, suknia jest uszyta i wszyscy zachwycają się nie twoją wersją. AUĆ!

10. To najfajniejsze hobby na świecie!
Często gdzieś pomiędzy narzekaniem na wszycie rękawa tył do przodu a skargami na brak snu gubi się informacja, że noszenie uszytego przez siebie stroju historycznego to niesamowite przeżycie i błyskawiczna podróż w czasie. Warto pomęczyć się i pogodzić z pewnymi niedogodnościami, żeby doświadczyć czegoś takiego!



A co dla was nieodmiennie łączy się z kostiumingiem i szyciem strojów historycznych?