sobota, 12 grudnia 2015

strój jeździecki z lat 1840. / 1840s riding habit

To chyba żaden sekret, że kocham nawiązania do męskiego ubioru w modzie damskiej. Może dlatego tak uwielbiam damskie stroje do konnej jazdy. Parę miesięcy temu pokazywałam wam mój strój osiemnastowieczny, ale to wciąż "nie było to". Moim prawdziwym marzeniem był riding habit z lat 1840. Wiedziałam też, że nie tylko mi się taki marzy - Porcelana od dawna wzdychała do portretów kobiet z podobnych sukniach razem ze mną. Postanowiłyśmy więc, że to może być fajna okazja do wspólnych zdjęć. Co prawda na fotki umawiałyśmy się już jakieś pół roku temu, ale - nieudolnie parafrazując angielskie przysłowie - wydarzyło się życie. 

Ponieważ listopad jest moim zdaniem jednym z najbardziej malowniczych miesięcy w roku, postarałam się, by udało nam się wszystko zorganizować jeszcze przed jego końcem. A organizacji było trochę, bo wymarzyłyśmy sobie sesję... na koniach! Same pewnie nie dałybyśmy rady, ale na szczęście bardzo pomogła nam Palina z Corsetry & Romance, która do zdjęć użyczyła nam własnego konia, załatwiła drugiego i przez całą sesję pilnowała, żeby nic nie stało się ani nam, ani zwierzętom. 

Po przybyciu do stadniny przebierałyśmy się z dobre pół godziny, by w końcu wyjść na zewnątrz i zostać całkowicie sponiewierane przez wiatr. Serio. Wiało tak, że głowa prawie odleciała mi z kapeluszem, klapy żakietu na zmianę mnie policzkowały, a spódnica niezbyt estetycznie kleiła się do nóg imitując spodnie-pumpy. Z jednej strony ubolewałam nad zrujnowanym strojem, który chwilę wcześniej pieczołowicie układałam, z drugiej - wiatr dodawał magii całej wykreowanej przez nas scenie. 

Gdy już wgramoliłam się na konia i przełożyłam nogę przez siodło, by udać, że umiem jeździć po damsku, gdy już złapałam równowagę i poczułam się w miarę pewnie na ogromnym Borysie, zaczęła się najlepsza część sesji. Dlaczego? Powiem szczerze, że nie liczyłam na zbyt wiele - ani ja, ani Porcelana nie jesteśmy specjalistkami w dziedzinie konnej jazdy, nasze przygody zakończyły się na etapie liceum. Wystarczy dodać do tego fakt, że obie usiadłyśmy w siodle w sposób nieprawidłowy, bo na boku (podczas gdy ani siodła, ani konie nie były przyzwyczajone do tego typu jazdy). Wniosek był prosty - jeśli się nie pozabijamy, to może uda się pstryknąć parę fotek w miejscu, w momencie tuż przed lotem z końskiego karku. Na tym przynajmniej kończyły się moje oczekiwania. Tymczasem nie tylko bez problemu trzymałyśmy się na siodłach, ale swobodnie jeździłyśmy tam i z powrotem po całej łące, ustawiając konie do aparatu, krążąc nimi w kółko i zawracając, żeby uzyskać najlepsze ujęcie. Tu słowa uznania należą się naszemu fotografowi, który błyskawicznie reagował na zachowania i ruchy koni i niestrudzenie ustawiał nas tak, by obiektywowi wyszło to na dobre. 

W chwilach, kiedy oddalałam się od aparatu i widziałam przed sobą tylko łąki, drzewa i sylwetki innych koni w oddali, kiedy wyprostowana jak struna w moim wiktoriańskim gorsecie prowadziłam Borysa pod wiatr, z obydwoma nogami po lewej stronie siodła naprawdę czułam się jak dziewiętnastowieczna dama w pewien wietrzny dzień 1847 roku. Mam nadzieję, że jakiś ułamek tego uczucia oddadzą zdjęcia!


Not long ago I had the pleasure to pose for a photoshoot together with Porcelana. We are both quite obsessed with 1840s riding habits, so decided to team up and do something cool together! We've been planning a photoshoot like that since forever and finally we managed to do it at the right time and at the right place.

I was really surprised with how well we handled the horses - neither me nor Porcelana are professionals and the last time any of us rode a horse was around middle class, so all I expected was some simple shots next to these beautiful creatures. Eventually, as it turned out, not only were we able to get on the horses, but also ride about freely in a side-saddle-sort-of-way (we kept both our legs on one side of the saddle for the pictures, but the saddles themselves were the ordinary ones). It was really windy and the horses didn't seem to like staying in one place for a long time, luckily our photographer was fast enough to snap some pictures before they decided to move.

I must say it was a very unique experience - the weather and the surroundings reminded me a lot of our Haworth visit, and sitting on the side of a horses back, casually riding around, felt a lot like I was indeed a Victorian lady on a ride with my aristocratic friend. Hopefully, you'll get this feeling from the pictures below! Enjoy!



The skirt turned out to be a little too short, and the ordinary saddle + the wind weren't helping either. 




 
 






 


wtorek, 8 grudnia 2015

austerlitz 1805/2015

Jak w ogóle zabrać się do opisania tak intensywnego weekendu? 

Piątek. O 17 jesteśmy z Porcelaną na miejscu w Czechach, w lokalnym domu kultury, gdzie na wielkiej sali, wraz z setką innych wojaków, będziemy nocować. Niedługo potem dojeżdża do nas Marylou.

Mamy trochę czasu przed balem na zamku w Slavkovie, dlatego możemy na spokojnie się rozpakować. Problemy tylko taki, że nie ma gdzie...

Whoa, so this was intensive! I attended the Austerlitz Battle reenactment this weekend. It all started on Friday, when together with Porcelana we arrived at the place where we were supposed to sleep together with the soldiers. There was a lot of time till the ball, so we decided to unpack. The trouble was it all looked like this:


Tak prezentował się nasz wesoły barłóg. Broń i czapki wojskowe mieszały się z ładowarkami do telefonów i siatkami z żarciem; ja sama prawie przespałam się na upuszczonej szpilce xD

Pomińmy przedbalowe przygotowania i przeskoczmy od razu do momentu, kiedy po spontanicznym walczyku na dziedzińcu zamku w Slavkovie znalazłyśmy się wreszcie na sali balowej.


Let's just skip some usual ball preparations and move on to the ball itself. It took place at the Slavkov castle. 









Bal był dość krótki i odrobinę chaotyczny, a ponadto miał charakter pokazowy - część sali balowej była odgrodzona specjalnie dla tłumu widzów. Bardzo doskwierał też brak karnecików - pierwszą połowę balu spędziłam przyklejona do ściany, bo wszyscy tańczący mieli swoich stałych partnerów, a moje skile społeczne, zwłaszcza w sytuacjach wymagających kontaktu z płcią przeciwną, są na poziomie ziemniaczanego puree; dopiero potem postanowiłam, mimo obaw co do reakcji balowiczów (proporcje damsko-męskie były bowiem dość wyrównane) zaprosić do wspólnego tańca znajdującą się najwyraźniej w podobnej sytuacji Czeszkę. Potem zaś udało nam się z Porcelaną nawiązać znajomość z dwoma młodymi dżentelmenami, którzy zapewnili nam towarzystwo na resztę tańców z kawałkiem torta w pakiecie (o dziwo, był naprawdę dobry!). Jednak, jak i tort, tak i bal musiał się kiedyś skończyć. Wróciłyśmy na salę noclegową, w której aż kipiało od żołnierzy (balujących na swój własny sposób), i po bezskutecznych próbach uporządkowania naszych rzeczy zdecydowałyśmy się wypocząć przed bitwą.

The ball was rather short and what I didn't know was that it was a show of some kind: there was a special section for viewers while the participants danced. What was a major disadvantage was the lack of dance cards - there were lots of real life couples dancing with each other, so I was forced to skip some of the dances due to the lack of partner. Luckily I decided to ask a fellow lonely girl to dance with me and that saved me. Later Porcelana became acquainted with some handsome Czech soldiers that we spent the rest of the evening with.

W sobotę obudzono nas wcześnie i gwałownie; nic dziwnego, trzeba było punktualnie stawić się na śniadaniu i przejść na manewry wojskowe.

Then, on Saturday, we woke up early, had a quick breakfast and marched with the troops for some battlefield exercises.









Podczas gdy wojsko dzielnie ćwiczyło ustawienia i okrzyki, wraz z Porcelaną przechadzałyśmy się po polu bitwy, podziwiając majestatycznych jeźdźców na wspaniałych rumakach. Przez przypadek wpadłyśmy prawie pod kopyta samemu Napoleonowi, który zaserwował nam szarmancki ukłon. Jako fanka Marka Schneidera (czy też Marka Schneidra, jak tytułowali go Czesi), z trudem powstrzymałam się od fangirlowych pisków na jego widok.

W końcu, gdy od siedzenia bez ruchu na sianie zaczęło nam się robić chłodno, przeszłyśmy się do położonej nieopodal Tvaroznej, gdzie znajdowało się kilka obozowisk, jarmark, kotły z ciepłą herbatą i randomowo porozrzucane działa, odpalane w najbardziej niespodziewanych momentach.

While the soldiers were doing their thing, we wandered around the battlefield and somehow stumbled across the Napoleon himself. As a great Mark Schneider fan I found it very difficult to compose myself and curtsey after he kindly greeted the two of us.

We went on to visit Tvarozna - a small nearby village filled with military campsites, cannons and fireplaces.



W jednym z obozów, w towarzystwie oddziałów z Czech, Białorusi, Niemiec i prawdopodobnie jeszcze tuzina innych krajów, odpoczęłyśmy na chwilę z kubeczkami czaju i czeskimi (?) przysmakami z ciasta, a po krótkim posiłku udało nam się udokumentować nasze "bitewne" stroje. Poniżej moja austerlitzowa pelisa, która świetnie trzymała ciepło.

There we managed to get some tea and something to eat, and found a nice spot for some outfit pictures. Here's my ca 1805 pelisse that was luckily very warm.




I moja główna inspiracja: 


Wreszcie przyszedł czas na bitwę. Zostałyśmy zaliczone w poczet markietanek, z czego na początku byłyśmy bardzo zadowolone (wow, nie musimy ślęczeć za barierkami jak lamusy z widowni!), ale prędko okazało się, że nasza lokalizacja uniemożliwia dokładną obserwację pola bitwy, bo główne potyczki toczyły się dokładnie na drugim jego końcu. Dopiero w ostatecznym starciu wojska znalazły się na tyle blisko, że można było rozróżnić poszczególne oddziały. Całość tak czy siak sprawiała jednak niesamowite wrażenie; szkoda tylko, że historyczną atmosferę psuł czeski komentator, ale rozumiem, że takie poprowadzenie widzów przez rekonstrukcję było potrzebne.

Finally the battle begun. We sat down where the sutlers were commanded to stay - at first I was happy they weren't treating us like regular visitors, but then it turned out most of the battle took place far away from where we stayed. Still, it was pretty spectacular.









Po bitwie żołnierze udali się na zasłużony wypoczynek, ale nam wciąż było mało; na szczęście nowopoznani wojacy z 4(?) pułku zaoferowali nam podwózkę i wieczorem, wraz z potężnym tłumem spacerowałyśmy z Porcelaną po urokliwym Slavkovie. Nie wiedzieć czemu, mimo że cały weekend był pełen niezwykłych wrażeń, właśnie ten sobotni wieczór wspominam najprzyjemniej; leniwą przechadzkę w strojach między jarmarcznymi straganami, chrupanie orzechów w karmelu, podziwianie wojskowej defilady, a w końcu - bezczelne wplątanie się pomiędzy oddziały i uroczyste wkroczenie na plac zamkowy, gdzie odbył się pokaz video-mappingu i fajerwerków. Właśnie wtedy, chowając się za austriackim oddziałem, z którym wmaszerowałyśmy do pałacowych ogrodów, podziwiając zapierające dech w piersiach fajerwerki wybuchające przy akompaniamencie czołówki z Gry o tron (!!!!11) i pożerając karmelowe migdały poczułam pełną satysfakcję z tego wyjazdu.

Gdy nazajutrz, w niedzielę, sączyliśmy w stylizowanej zamkowej restauracji ostatnią herbatkę przed wyjazdem, zaczęłam przeczuwać, co niedługo nastąpi - ciężki kac posthistoryczny, spowodowany powrotem do współczesności.


After the battle the soldiers went to rest, but we managed to get to Slavkov, where we walked down the main valley crowded with tourists and filled with small shops. We also got to see the military parade and, being slightly sneaky, followed them to the palace gardens to see the fireworks and video-mapping show. That was a lovely end to a lovely weekend.

wtorek, 1 grudnia 2015

ścięłam włosy na vintage! / my new vintage haircut

[UWAGA! DUŻE STĘŻENIE SELFIE NA METR KWADRATOWY]
[WARNING! HIGH CONCENTRATION OF SELFIES IN THIS POST]

Ci z was, którzy obserwują mnie na instagramie, pewnie przeczuwali co nastąpi. Od paru tygodni zabawiałam się w nieustanne upinanie i kręcenie włosów tak, żeby udawały retro fryzury. Zresztą, już mój filmik o pięknie przez dekady mógł być zwiastunem tego, co się wydarzy. O tak - moje długie włosy po prostu zaczęły mi działać na nerwy.

Wiem, że niektórym ciężko zrozumieć, dlaczego ktoś pozbywa się gęstych, naturalnie falowanych włosów niemal sięgających pasa; zwłaszcza, że na zamieszczanych przeze mnie zdjęciach wyglądają bardzo ładnie. Prawda jest taka, że często dajemy się oszukać internetom - i tym razem moje wirtualne włosy były tą lepszą i bardziej okiełznaną wersją tego, z czym było dane mi się mierzyć na co dzień. 

Those of you that follow me on instagram may have noticed that recently I've been into vintage hairstyles. What really bugged was that because of my hair length I was unable to get most of them right - as you well now, most of the hairstyles in the 1940s/1950s were suitable for short to middle hair, but those with their hair below the chest had a rather hard time. Apart from that, my hair just started getting on my nerves.

I know it's hard to understand for some that someone else would cut most of their hair length just because they got bored or tired. You might have seen my hair on the photos and though they may look healthy, shiny and appealing, the truth is you didn't get to see how they behaved everyday, and they've really been a pain in the... buttocks.

Na długie włosy trzeba mieć warunki. Ja nie mam. Moje kudły (bo tylko tak da się je określić) z natury uwielbiają się plątać, stroszyć i puszyć; całokształt najczęściej bardziej przypomina futro niż ludzkie włosy, ich faktura jest szorstka i sucha. O przeczesaniu palcami kosmyków bez zatrzymywania się na nierozplątywalnych kołtunach mogę co najwyżej pomarzyć. Te włosy, które znajdują się pod wierzchnią warstwą, w ogóle sprawiają wrażenie na wpół umarłych i nie reagują na obecność szczotki. 

Poza tym jest ich na mojej głowie bardzo dużo. Pamiętam, jak w podstawówce i gimnazjum moje koleżanki porównywały końskie ogony i mój w obwodzie był zawsze jakieś dwa razy większy. Podczas gdy ich warkocze wyglądały jak błyszczące, śliskie węże, mój przypominał bardziej jelito grube. Dodajmy do tego ekstra długość i katastrofa gwarantowana - dwa kilo włosów do ogarnięcia każdego dnia.

I believe that long hair is just not for everyone. It works just fine if your hair is smooth and silky; mine isn't. My hair adores tangling and puffing; you could include a picture of it in the dictionary next to the "frizz" term. Most of the time it looks more like fur than actual human hair. The strands that are hidden under the top layers seem to be dead and do not even notice the fact I'm trying to brush them.

Plus, there's a lot of hair on my head. Like really. My ponytails were always double-thick compared to my friends' ponytails; my braid looked like a large intestine. And keeping in mind they were extra long as well - the amount of time I had to spend everyday dealing with them was absurd.

Nie mówiąc już o tym, co z moimi kłakami wyprawia się przy jakichkolwiek rewelacjach pogodowych. O wietrze nie będę wspominać, bo wiadomo, że kończę z jednym wielkim kołtunem; gorzej, gdy na zewnątrz wilgotno (moja głowa zamienia się wtedy w hodowlę sterczących, poskręcanych włosków), mróz (naelektryzowane strąki nie do opanowania) czy upał (wyobraźcie sobie noszenie futra naokoło szyi w trzydziestu stopniach).

A przy tym, długie włosy po prostu się nudzą. Miałam dość udawania, że moje włosy są krótsze, niż są, i wyobrażania sobie, jakie fryzury mogłabym wypróbować, gdyby nie kilkadziesiąt centymetrów włosowego balastu. Więc go zrzuciłam.

Not mentioning the crazy things my hair do when the weather changes; wind, rain, frost, heat make my hair look like a one big Polish plait (you seriously call something like that a POLISH plait? hahaha). I was tired of dealing with them, especially that I spent most of the time wearing them in a loose bun or pretending they're shorter than they really are; what's the use of pretending?

Tuż przed wizytą u fryzjera, robione gotowanym ziemniakiem. Tak wyglądały moje włosy zaraz po rozczesaniu, ale wierzcie mi, jakieś 10 minut później zaczynał się koszmar

/ Here's what my hair looked just prior to visiting the hairdresser's. Well, at least that's what it looked like just after brushing it; about 10 minutes later the apocalypse begun


Prawdziwe pytanie brzmiało - co mam pokazać fryzjerce, żeby zrobiła tak, jak chcę? Jakiś czas temu szperałam w internetach w poszukiwaniu cięcia dobrego do fryzur retro i praktycznie jedyne, jakie wszyscy znali i polecali, to "middy cut". Był to fason popularny głównie w latach czterdziestych, dzięki któremu lepiej układały się loki. Na czym polega middy cut? Przede wszystkim na stopniowym cieniowaniu długości włosów mniej więcej od wysokości nosa, naokoło głowy aż do najdłuższego punktu na środku pleców. Generalnie, gdybym miała proste włosy, to po cięciu powinny układać się w literę U. Takie inspiracje wzięłam ze sobą do fryzjera:


The real question was - how do I get the hairdresser know what I want? I've been searching for vintage haircut diagrams for some time and the one that I found most popular among vintage bloggers and enthusiasts from around the world was definitely the "middy cut", popular during the 1940s (and probably 1950s as well). The "middy cut" is all about the "U" shape and layering. You start layering your hair in front, and then it gets longer and longer as you proceed to the back. Center back is the longest point. Here's what I showed my hairdresser:
Oryginalny schemat cięcia, ale ponieważ sama nie do końca go rozumiem,
więc tym bardziej nie byłam w stanie wyjaśnić go fryzjerce.

/ As I didn't 100% get the diagram it was hard to explain what I'm after; but what I found most important was the U shape and length layering, so we just kinda skipped the top layering part.


Middy w wersji Vanessy Frankenstein. Zależało mi na czymś odrobinę dłuższym, ale to zdjęcie dobrze pokazuje, jak middy wygląda w praktyce

/ Here's Vanessa Frankenstein's middy - this picture describes perfectly what the middy cut looks like after it's cut. Visit Vanessa's site for more details

Gene Tierney jako vintage inspiracja.

/ And Gene Tierney as my vintage inspiration to show
what middy most likely looked like after being set.

Z takimi obrazeczkami ruszyłam do krakowskiego La Femme, które wydało mi się najbardziej ogarnięte jeśli chodzi o vintage (sama nie wiem, skąd takie wrażenie, chyba przez stylizowane zdjęcia na stronie i elegancki wystrój). Nadal marzę o jakimś salonie w Małopolsce specjalizującym się w stylu retro, ale takie rzeczy chyba tylko w USA.

Wyszło tak:

So after consulting the hairdresser as to what length would be suitable for what I want, the cut turned out like this:
Chwilę po powrocie od fryzjera. Tak wyglądały moje włosy bez żadnej stylizacji

/ A moment after visiting the hairdresser's, no styling here.

Z cięcia byłam bardzo zadowolona, więc postanowiłam wykorzystać popołudnie na wypróbowanie pin-curlsów.

I was really pleased with the result, so I decided to try out some pin-curls.
Duża głowa, szyi mało, wow.

/ Such head, no neck, wow

I co się okazało? Że długość włosów, na którą umówiłam się z fryzjerką, jest niestety cały czas za długa. Na szczęście, tak jak mówiła pani Andżelika, której bardzo dziękuję za cięcie, lepiej mieć co poprawiać, niż czekać, aż odrośnie.

And... it turned out the hair is still a bit too long. But, as my hairdresser have noticed, it's better to have something to work on than regret cutting it too short.

Fryzura po pin-curlsach.
Niestety totalnie nie potrafię sobie poradzić z grzywką, przez co wyglądam jak czop.
Albo nie przez to. Chyba po prostu wyglądam jak czop.

/ After the pin-curls (I really suck at setting the front part, thus looking really silly here)

I po rozpuszczeniu grzywki
(z żadnej strony nie wyglądałam zbyt ponętnie,
dlatego postanowiłam zakamulfować większość twarzy zmarszczkami)

/ And after releasing the front wave.

Wstałam dziś rano i z loków nie zostało za wiele. To pewnie kwestia trzymania ich na głowie zbyt krótko, ale nie byłam też specjalnie zadowolona ze sposobu, w jaki się układały - włosy ewidentnie ciążyły w dół i zamierzony page boy okazał się totalnym niewypałem. Poza tym długość sprawiała, że moja już i tak pociągła twarz zaczęła wyglądać trochę jak banan. Głupio wydawać kolejne kilkadziesiąt złotych na skrócenie, a z drugiej strony - kurczę, skoro już obcięłam większość włosów, to chciałam być z tego w stu procentach zadowolona! Dlatego, kiedy tylko domownicy opuścili mieszkanie, zakradłam się do łazienki i dokonałam czegoś absolutnie karygodnego. 

So I woke up today and there wasn't much left of the curls. That's probably because I kept the pins too short on my head, but also I felt like my hair was still very heavy and the curls I tried to maintain were simply straightening under their own weight. Also the page boy hairstyle I was trying out didn't work out because the hair was still way too long. I didn't feel like spending more money on cutting it shorter, and I really wanted the hair to be just as I imagined, because, come on, I just cut like 60% of my hair and I want it to be worth it! So as soon as everyone left the house, I sneaked in to the bathroom and...





Nie wiem dlaczego w kreskach zawsze wyglądam jak bicz, ale może kiedyś mi się to przyda.

/ I honestly don't know why using eyeliner always makes me look so mean

Sama podcięłam włosy! Stwierdziłam, że więcej będzie z tego zysków niż strat, a ponieważ moje kłaczki bardzo się kręcą, ewentualne błędy i krzywości łatwo będzie ukryć. Także jeśli mieliście jeszcze jakieś wątpliwości, jak bardzo jestem yolo-człowiekiem, to mam nadzieję, że juz jesteście tego pewni!

Na zdjęciach powyżej moje włosy układają się naturalnie, ale już nie mogę się doczekać, żeby wypróbować loczki jeszcze raz. Tymczasem dam im spokój na jakiś dzień lub dwa, bo niedługo będą musiały przetrwać regencyjną fryzurę!

I cut the hair shorter myself! I was hoping that because my hair is curly anyway, you won't be able to tell if it's cooked or just done the wrong way. And I was right! The pictures above show what the hair looks like without any styling. The length is just alright now and hopefully it would work well with not only vintage hairstyles, but some historical ones as well (I'm about to try out a regency one in a few days).