poniedziałek, 26 września 2016

kombinezon z lat 1940. / 1940s jumpsuit

[ENGLISH] Sorry, I didn't have enough time to translate this post - anyway, enjoy the pictures!

Chyba nie jest dla was (zwłaszcza dla tych z was, którzy stalkują mnie na Instagramie) niczym nowym fakt, że próbuję swoich sił w ciuchach z lat 40. XX wieku. Na razie uszyłam dosłownie trzy rzeczy, reszta to efekt polowań w second handach, ale, cóż, staram się.

Ale zacznijmy od początku... Kojarzycie Klod? Powinniście! To polska retro modelka, produkująca kolejne sesje zdjęciowe z prędkością karabinu maszynowego. Trochę przez przypadek, a trochę nie miałam okazję spędzić z nią cały weekend podczas jej wizyty do Krakowa (ok, jakby co, to to było strasznie dawno temu. W sumie to chyba w zimie).

Bawiłyśmy się cudnie, zwiedzając fabrykę Schindlera, targi staroci i wżerając lody w porze zdecydowanie podobranockowej, a na potrzeby zdjęć stworzyłyśmy razem z Daisy Super Retro Trio, które udokumentował Jan Surmański.

Dresscode ustaliłyśmy na lata 40./50. W sumie nie pamiętam, jakim cudem na to wpadłam, bo z perspektywy czasu wydaje mi się to totalnie dziwnym wyborem, ale wymyśliłam sobie, że pojawię się w retro kombinezonie. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, kombinezonów w latach 30. i 40. było całkiem sporo - często, w eleganckiej wersji, zastępowały one suknie, czasem występowały jako strój plażowy.

Swój uszyłam bez wykroju. Spodnie odrysowałam od pary, którą kupiłam kilka lat temu, z górą improwizowałam (co nie wyszło mi najlepiej, dekolt niezbyt pięknie się układa). Całość udekorowałam koralikową aplikacją, która była moim pierwszym tego rodzaju tworem w życiu.



























Fun fact: kombinezon założyłam w wakacje raz, podczas zwiedzania Wenecji. Kilka osób zatrzymało mnie, żeby zrobić zdjęcie, paru turystów przyłapałam na robieniu tego ukradkiem, jakaś pani z Niemiec najwyraźniej pomyliła mnie z niemiecką aktorką. Krótko mówiąc, była moc.

sobota, 16 lipca 2016

robe a l'anglaise z lat 1780. / 1780s robe a l'anglaise

Suknia z lat 1780. marzyła mi się już od dłuższego czasu. Dowodem na to może być fakt, że już jakieś dwa miesiące temu zamówiłam na eBayu perukę, z której chciałam zrobić dorodnego osiemnastowiecznego jeża. Peruka wisiała u mnie na manekinie, strasząc każdego znajomego, który w tym czasie odważył się odwiedzić moją pieczarę. 

W międzyczasie wydarzył się maj i czerwiec, czyli wydarzenie historyczne praktycznie co weekend. Jeśli nie szyłam jakiejś sukni, to robiłam kapelusz, jeśli nie robiłam kapelusza, prawdopodobne biegałam po mieście za materiałem na kolejny strój. Osiemnasty wiek został zepchnięty w te same rejony mojej pamięci, w których znajdują się wizyta u dentysty i regularne ćwiczenia fizyczne.

I've wanted to do this since, well, at least a couple of months. I even ordered a wig on eBay in April (May?). I was just in the right mood for 1780s. But May and June happened, and a number of historical events made it impossible for me to focus on anything that wasn't obligatory. Dresses, hats and accessories were being made, and 18th century became nothing but a long lost dream.

Po tym wszystkim nastąpił długi odwyk od szycia. Czasem potrzebuję przerwy, żeby zatęsknić za tworzeniem. O wiele lepiej czuję się, gdy taki projekt przychodzi spontanicznie i naturalnie, niż kiedy zbliża się deadline, a ja płaczę nad maszyn. Ten projekt przyszedł, ehm, bardzo spontanicznie.

Zbliżał się wyjazd na wieś, a ja przeszukiwałam stronę Leroy Merlin, próbując wypatrzyć coś, co sprawdziłoby się jako narzuta na leżankę z IKEI. Znalazłam obiecującą tkaninę w pasy, która, co stwierdziłam po chwili namysłu, idealnie nadałaby się na suknię osiemnastowieczną. W takich właśnie okolicznościach, dzień przed wyjazdem, w trzydziestostopniowym upale, jechałam do krakowskiej Bonarki po pasiasty materiał, który miał być narzutą, ale w sumie jednak nie. Skończyłam z musztardowo-złotą taftą. Życie.

Alas! After a short sewing hiatus I suddenly felt like doing it. The wig was hanging miserably from my sewing dummy, I was bored and about to go to the countryside. What does one do, when bored and in need of entertainment? Buy 6 yards of mustard/gold taffeta, of course, and packs the sewing machine int the car (even when this causes your parents' raised eyebrows).

Wieczorem, zamiast się pakować, przerabiałam długą perukę o lekko pokarbowanych kosmykach w osiemnastowieczne szaleństwo. Jak to się działo, postaram się opisać w osobnym poście, tyyyyymczasem wróćmy do sukni...

Na wsi spędziłam jakieś dwa bezproduktywne dni, po czym zabrałam się do roboty. Od razu zaznaczam, że cały strój powstawał w warunkach polowych. Jak nietrudno się domyślić, oprócz maszyny do szycia i metra krawieckiego, które zabrałam ze sobą z domu, nie miałam dostępu do specjalistycznego sprzętu; zabrakło więc manekina, białej nici, kredy do materiału, kalki, drukarki, żelazka i deski do prasowania, prujki, normalnego lustra. 

Obviously, it's not very easy to sew in a place that isn't your room. There are no dummies, no iron, no pattern print-outs, no mirror. But what sounded like a seamstress' nightmare turned out to be a pleasant - and FAST - experience. 

Ale poszło dość szybko. Po ogarnięciu peruki odrysowałam od monitora komputera wykrój stanika, wykroiłam go i zszyłam. Doszyłam też rękawy i uszyłam spódnicę spodnią. Następnego dnia wstałam rano, przeskalowałam wykrój spódnicy prosto na materiał (nie pytajcie, to było skomplikowane), upięlam spódnicę w pliski i doszyłam do stanika. Następnie ręcznie wykończyłam wszystkie miejsca, gdzie ciężko było dostać się maszyną, i zabrałam się za ozdoby. Łącznie suknia powstawała jakieś 11 godzin i jak na to, jak bardzo było to wszystko prowizoryczne, jestem z niej całkiem zadowolona. Wszystko szło jak po maśle, w niczym się nie pomyliłam i nie musiałam niczego pruć (to może być kwestia tego, że to już trzecia moja angielka, a spódnicę spodnią w tym stylu robiłam już po raz czwarty). Plisy są równe, stanik się nie marszczy, spódnicy nie musiałam skracać. Czego więcej pragnąć? Może żelazka, którego brak objawia się w malowniczym zagięciu materiału w połowie spódnicy.

I started out in the evening by hand-copying the bodice pattern from my computer screen. Then I cut the pieces and sew the whole thing, sleeves included. The next day I woke up early and copied the skirt pattern right onto fabric - which was pretty risky, but luckily I didn't mess it up. Then I pleated the skirt and sewn it together with the bodice, adding some decoration. Aaand that was pretty much it. The whole thing was done in about 11 hours. I was surprised at how easily that went. Maybe that was the Sewing Goddess' reward for my getting back to sewing. The only thing I was upset about was that I was unable to iron the dress.




























Pod koniec zdjęć zdałam sobie sprawę, że na każdej focie mam fichu. Macie więc bonusowo kilka zdjęć, na których chustki osłaniającej dekolt nie ma - niestety był to również moment, w którym moja peruka z kształtu a la Georgiana Cavendish przeistaczała się powoli w rekwizyt każdego afroamerykańskiego piosenkarza pop z lat siedemdziesiątych. 

I realized at some point that I'm wearing a fichu on every single picture, so here's a couple more without it. Unfortunately, thanks to lying on the grass and destroying the hair, my wig was beginning to look suspiciously 1970s.







sobota, 18 czerwca 2016

strój teatralno-cyrkowo-burleskowy - lata 1890. / 1890s theathre-burlesque-circus costume

Nie mam pojęcia, czym spowodowany był ten spontan, ale w piątek wieczorem stwierdziłam, że muszę sprawić sobie kostium z końcówki dziewiętnastego wieku. Kostium dość specyficzny, bo związany z wiktoriańskim teatrem, burleską, występami cyrkowymi. Trudno określić dokładnie, o którą z tych "specjalizacji" mi chodzi - wydaje mi się, że na takie stroje można się było napotkać głównie w teatrach czysto rozrywkowych, a nie np. podczas oglądania "Hamleta".

On Friday evening I felt the urgent need to own a late Victorian costume - one of those related to theathre, burlesque and circus, and cool stuff in general. You can see some of the examples below.

Troszkę oszukałam, bo mój strój uszyłam z elastycznego materiału - w rzeczywistości powinien mieć konstrukcję zbliżoną do gorsetu, z mnóstwem zaszewek i fiszbin - ale, oh well, welcome to the 21st century. Pod spodem mam mój gorset z Corsetry and Romance. To tak naprawdę zupełnie inna sylwetka, ale gorset Paliny jest tak naprawdę jedynym z moich gorsetów, który widocznie redukuje talię.

I might have cheated a little and used lycra fabric for the suit, but well, no regrets. Underneath I'm wearing a Corsetry & Romance corset, which actually has a completely different silhouette then the 1890s ones, but it's the only one from my humble collection of corsets that reduces my waist significantly.

Do kostiumu założyłam kryjące, białe rajstopy i buty od American Duchess - powoli zaczynam wypuszczać je na świeże powietrze, po prawie dwuletnim trzymaniu ich w szafie.

I completed the outfit (does that make me sound like a fashion blogger? lol) with a pair of white tights and Renoir shoes from American Duchess. I guess it's high time I actually started WEARING them instead of hiding them away from dirt and dust. They had their proper debut at our bustle era picnic, but I really need to let them out of the closet more often. 

Ekhm, tak więc, czas na inspiracje: 

Here are the inspirations:








Jedna z głównych inspiracji - frędzelki! / One of my main inspirations - fringe!





Iiiii moja wersja: (na łbie mam pół-perukę z eBaya, taką na tył głowy, bo prawdziwe włosy sięgają mi ledwie brody)

Aaand my version: (I'm wearing a half-wig from eBay, since my hair is chin-length)


Jednym z nieoczekiwanych plusów mojej sylwetki okazał się fakt, że moje nogi kształtem przypominają marchewki - porównując je z oryginalnymi zdjęciami, doszłam do wniosku, że te znienawidzone przez mnie pulpety to tak naprawdę idealnie dziewiętnastowieczne nogi - undercover. Czasem sylwetka gruszki się przydaje

/ I accidentally discovered that my carrot-shaped plumpy legs are actually almost identical to the ones fashionable in the Victorian era. Just compare them with the original pictures. 

stupid face

wypatruję wakacji


*awkward armpit* *still a decent picture*






Kiedy przebrałam się już z powrotem w moje normalne ciuchy, zdałam sobie sprawę, że żadne zdjęcie nie pokazuje tyłu stroju. Szczerze, niewiele straciliście, a i tak nie wiem, czy czułabym się komfortowo, pokazując wam się w obściskającym tyłek kostiumie. Takie rzeczy raczej na plaży. Jeśli jesteście ciekawi, to całość prezentowała się mniej więcej tak:

As soon as I changed back to my ordinary clothes after taking the pictures, I realized none of them showed the back of the costume. Still, there wasn't much to miss, and I think I would actually feel uncomfortable showing you my buttocks in tightly fitted costume. If you're curious, it looked something like that:





W pewnym momencie odkryłyśmy z siostrą, że światło nam sprzyja i trzeba korzystać, bo to ładnie wygląda. Więc bonusowo macie mini-sesyjkę. I kota.

We accidentally discovered a perfect lighting spot and seized the opportunity. 




"chyba nie wyłączyłam lokówki"
/ "did I leave my curling iron on"