niedziela, 6 kwietnia 2014

jak zacząć z kostiumami? - czyli post motywujący / costumes - how to begin? motivational post

Doczekałam się w końcu wieszaka na kostiumy! Wcześniej gniotły się w skrzyni. / Here's my brand new costume storage! 



"Też bym tak chciała, ale nie umiem szyć".
"Pojechałabym z wami, ale nie mam się co ubrać".
"Marzy mi się taka sukienka, ale to wszystko wygląda tak skomplikowanie".
"Nie szyję, kiedyś spróbowałam i skończyło się tragedią".
"Nie jestem utalentowana manualnie".


Brzmi znajomo? Słyszę i czytam podobne komentarze praktycznie codziennie. Zresztą, szczerze mówiąc, jeszcze półtora roku temu sama byłam gorącą orędowniczką podobnych zdań, w których pełno smutku z przedwczesnej lub przewidywanej porażki, a mało chęci do przedsięwzięcia czegoś konkretnego.

Dużo z was czyta nasze kostiumowe blogi i z wielu względów - czy to bariery, jaką jest internet, czy też faktu, że zamieszczamy zdjęcia gotowych już kostiumów sądzi, że jesteśmy niezwykle utalentowanymi profesjonalistkami. Tymczasem każdy - naprawdę każdy! - może zacząć bawić się w kostiumowe hobby. Szycie to po prostu umiejętność, którą trzeba nabyć, i do tego niepotrzebny jest talent (mówimy o podstawowym poziomie, czyli tym, na którym aktualnie się znajduję). To jak nauka języka - im więcej poświęcasz jej czasu, tym płynniej i pewniej tym językiem władasz. 


"I envy you so bad, but I can't sew".
"I wish I could go, but I have nothing to wear".
"I dream of a dress like that, but it seems so complicated".
"I don't sew. I've tried once and it was a disaster".
"I'm not manually talented".

Sounds familiar? I hear and read such comments a lot. To be honest, 1,5 year ago I was the one saying such things. These sentences sound like feeling down before even trying, don't they?

A lot my readers tend to think that we, costumers, are incredibly talented individuals, professional seamstresses. The truth is anyone - anyone really - can start this costuming fun. Sewing is just a particular skill that you have to gain. It's like learning a new language - the more you practice, the better, more confident you feel.


Szycie kostiumów to po prostu specyficzny odłam krawiectwa, do którego dochodzi również uzyskanie epokowej sylwetki. Dlatego, teoretycznie, mamy więcej do roboty, choć wiele historycznych aspektów stroju wręcz ułatwia pracę. 


Na przykład - spódnice. Jeśli odtwarzasz strój dzienny mniej więcej do połowy XIX. wieku, nie musisz martwić się dopasowaniem dołu. Wystarczy wycięcie paru trójkątów, trapezów lub prostokątów materiału, odpowiednia długość i marszczenie i masz gotową połowę sukni. Pomyśl, co to byłaby za katorga, gdyby trzeba było zamiast tego za każdym razem dopasowywać obcisłe spodnie. Zrzucisz dwa kilo - i kostium nie pasuje. Uff, dzięki Bogu mamy spódnice.

Poza tym zamknięcia/zapięcia kostiumów. Są bardzo intuicyjne i zazwyczaj wymagają tylko dodatkowego, wąskiego panelu materiału. O wiele łatwiej jest zrobić w kostiumie dziurki na sznurowanie niż, dla przykładu, wszyć zamek. (Nawiasem mówiąc, nie umiem tego robić. Kiedyś koleżanka poprosiła mnie o wszycie zamka do zwykłej sukienki i poległam. Kolejny przykład tego, jak bardzo wybiórcze są moje krawieckie umiejętności)

Kolejne ułatwienie - duża ilość materiału. Nasze potencjalne błędy często da się ukryć w fałdach, marszczeniach, plisach czy pod ozdobami. Gdybyśmy źle skroiły małą czarną, raczej trudno byłoby wstawić tu i ówdzie klin czy dodatkową zaszewkę. Suknie historyczne, wbrew pozorom, zostawiają dużą przestrzeń na poprawki.

Chyba zaczynam zbaczać z tematu, dlatego przejdźmy do rzeczy. Motywacja już jest, chęci są od dawna, inspiracji i pomysłów mnóstwo.


Costume sewing is just a special branch of sewing in general. It requires not only sewing skills, but getting the right and desired silhouette. That's why, in theory, there's more work to be done. But I'm used to thinking a lot of aspects of historical sewing are actually making it easier for us. 

The skirts, for example. It's much easier to gather those four metres of fabric than to fit those tight pants. 

Also, think about the closures. How I love the fact that I just have to add a panel of fabric or get some buttonholes done instead of figuring out a covered zip fastener.

And we have plenty of room for mistakes! When something goes wrong we can easily cover it up by adding some fabric or darts. This wouldn't be possible if we, let's say, cut wrong parts of a little black dress.


Jak zacząć?

Antyargument numer jeden - "nie umiem szyć". Cóż, chyba nie oczekujecie, że ktoś nauczy się tego za was? Krawieckich umiejętności nie wysysa się z mlekiem matki i każda z nas musiała przejść mniej lub bardziej gruntowne "szkolenie". Niektóre już od małego bawiły się maszyną i ich pierwsze twory powstały w podstawówce czy w gimnazjum; inne, tak jak ja, zaczęły stosunkowo niedawno, uczą się na własnych błędach i idzie im to bardzo opornie. 

Jak nauczyć się szyć? Najprościej znaleźć doświadczoną krewną (mamę, ciotkę, babcię), która poświęci ci trochę czasu i zaznajomi cię z podstawami. Jeśli nie jesteś w tak korzystnej sytuacji, poszukaj w swoim lub okolicznym mieście kursów szycia. Możesz nawet nawiązać kontakt z lokalną krawcową, może ona zgodzi się dawać ci lekcje. Tak czy siak, najlepiej uczyć się z kimś. 

Potem możesz zacząć doszkalać się sama. Mnóstwo technik nauczy cię YouTube - znajdziesz tam wiele świetnych i czytelnych tutoriali. Poza tym przeszukuj blogi kostiumowe. Na większości z nich znajduje się zazwyczaj przynajmniej opis wykonania danej części ubioru, a bardzo często dołączone są również zdjęcia z poszczególnych etapów jej powstawania. Kiedy poczujesz się bardziej pewnie, możesz zacząć eksperymentować z historycznymi technikami.


How to begin?

"I can't sew". Sure you can't, would you like someone to learn it for you then? We all started somewhere. Some of us begun at an early age, watching their mothers and grannys at work. Some of us, like me, started just few years ago and still work hard on getting the simplest things right.

Get a skilled family member teach you the basis. And if no one you know can help you, go search for some sewing courses nearby. I would even suggest having a chat with a local seamstress - she might be kind enough to give you some lessons. It's always better to start with someone.

Then, when you gain some basic skills, you can try learning on your own. There are tons of useful YouTube tutorials. Lots of costumers post some too, and they often show how the garments were done. When you feel confident enough, go experiment with historical techniques.


No dobrze, tyle w kwestii krawiectwa. Ale przecież szycie kostiumów to znacznie więcej niż tylko aspekt techniczny, prawda? To również konkretne projekty, kolory, kroje i wykroje.

Radzę ci zacząć od współczesnych wykrojów, które są dostosowane do twojego rozmiaru. Dopasowywanie wykroju do siebie to już wyższy level i ja również wciąż się tego uczę. Dlatego spróbuj modyfikować wykroje, które znajdziesz w gazetach poświęconych szyciu. Koszula czy bluzka może posłużyć za stanik sukni, wykrój na prostą suknię ślubną za dół i tak dalej. Z czasem sama nauczysz się rozpoznawać, gdzie należy dodać materiału, a gdzie nieco go zebrać, żeby osiągnąć pożądany efekt.

Stopniowo możesz wypróbowywać historyczne wykroje dostępne w sieci. Wchodząc na blogi kostiumowe sprawdzaj, jakich wykrojów używały twórczynie. Zazwyczaj są to płatne wykroje z amerykańskich stron, ale często można trafić na wspaniałe darmowe wzory. Możesz również zainspirować się prawdziwymi, historycznymi, które znajdziesz np. na Pintereście. Co prawda nie mają podanych wymiarów czy skali, ale próbuj przerysować je intuicyjnie, po swojemu. Ja w ten sposób stworzyłam tył mojej robe a l'anglaise i wyszedł nienagannie. Czasem uda się za pierwszym razem, czasem nie wyjdzie w ogóle i trzeba szukać czegoś innego. Próbuj, próbuj, próbuj.


But that's not enough, is it? What about the patterns?

I would suggest starting with modern patterns suitable for your size. Adjusting a pattern is a bit tricky - I'm still figuring it out - so try modifying the patterns you find in all those sewing magazines (no idea if you have them abroad, but there is plenty of them here in Poland). A blouse or shirt pattern, for example, may evolve into a lovely bodice. 

Then you can start checking out some historical patterns available online. Visiting costuming blogs always remember to check which pattern was used for particular garment. There are lots of free patterns available. Search Pinterest for extant historical patterns and try to scale them yourself.



Ale przecież trzeba jeszcze znać historię mody, prawda? 

Zaznajomienie się z głównymi nurtami epok od pocz. XVIII wieku do poł. XX zajęło mi jakieś pół roku (po tym czasie byłam obeznana do tego stopnia, żeby na podstawie obrazu określić konkretną dekadę powstania). Oczywiście, można to zrobić o wiele szybciej, jeśli tylko ma się ochotę. Jeśli jesteście żądni wiedzy naprawdę nie minie wiele czasu, gdy sami będziecie poprawiać nauczyciela od historii, który palnie jakąś gafę. Na szczęście nie piszemy z tego matury i to od nas zależy, czego chcemy się dowiedzieć. Zaczniesz od ogólnego obrazu poszczególnych epok, potem, stopniowo będziesz rozróżniać dekady, połowy dekad, aż rozpoznawasz rok, w którym powstał dany kapelusz. Nasza wiedza rośnie w miarę rozwijania naszego hobby i najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że tylko i wyłącznie od nas zależy, czego chcemy się dowiedzieć.

Z własnego doświadczenia wiem, że motywatorem do zdobywania wiedzy często są kostiumowe spotkania lub bale, gdzie z góry określona jest epoka historyczna. Na przykład spora część tego, co obecnie wiem o wczesnej epoce edwardiańskiej, to wiedza zgromadzona podczas researchu przed balem belle epoque. Ale stopniowo uzupełniamy luki i kiedy pod koniec wakacji hasałam w mojej edwardiańskiej sukni po Łazienkach, byłam już o wiele bardziej "świadoma". Podobnie rzecz ma się z każdym nowym kostiumem i już nie mogę się doczekać tego wszystkiego, czego nauczę się i dowiem w przyszłości.


But hey, I still need to know fashion history well, right?

Sure! But it doesn't take as long as you could imagine. If you're willing to learn, every new garment would be a lesson for you. Soon you'll be able to tell the paintings date based on what the portayed people are wearing.


Źródła wiedzy? Wielu zagranicznych kostiumowców podkreśla znaczenie fashion plates. Fashion plates to coś jak współczesne katalogi odzieżowe bądź gazety z modą codzienną. Dawniej rozgraniczenie między tym, co projektowano, a tym, co noszono na co dzień praktycznie nie istniało, więc właściwie to też trochę takie ówczesne Vogue'i (jak mam to odmienić???). Bardzo wiele można ich znaleźć w internecie - wystarczy wpisać datę, hasło "fashion plates" i przeszukać Google Grafika lub Pinterest. 

Poza tym zwracaj uwagę na to, w co ubrane są osoby na portretach. Odkąd interesuję się historią ubioru, nie potrafię zwyczajnie przejść przez muzea - przy każdym obrazie muszę wygłosić typowaną przeze mnie datę, po czym porównać ją z datą powstania obrazu. Choć twarze portretowanych nierzadko były "photoshopowane" przez malarza, zazwyczaj uwieczniał on autentyczny strój.

Jeśli zależy ci na wierności historycznej, odradzam inspirowanie się filmami kostiumowymi. Lub inaczej - porównaj najpierw filmowe kostiumy z tymi historycznymi. Kostiumografowie często puszczają wodze fantazji - mają zresztą ku temu pełne prawo - co skutkuje mieszanką epok, intensywnymi kolorami mającymi podkreślić czyjąś osobowość, ekstrawaganckimi ozdobami. Oczywiście takie stroje świetnie się odtwarza, sama mam w planie jakiś tysiąc filmowych kostiumów, po prostu nie zawsze są wiarygodne - a dla osoby, która dopiero zaczyna, mogą stanowić niezłą pułapkę.

Osobiście uwielbiam dopatrywania się historii ubioru wszędzie. Czytając jakąś książkę, której akcja toczy się w minionych wiekach, czasem mam wręcz chęć przepisać konkretny opis muślinowej sukni czy wzoru na szalu, żeby potem inspirować się nim w trakcie projektowania własnych kostiumów.


Where to find all the important information on costumes? Most costumers are in love with fashion plates. Why? Because they're like the fashion catalogues, like particular era's Vogue magazine. You can find them all around internet. Try Google Images and Pinterest first.

Whenever you're in a museum or see an old portrait, check out what the person is wearing. Those are usually real dresses painted.

If you care about historical accuracy, be careful when getting inspired by movies. Costumes in movies are often a costume designer's fantasy more than a historical thing - and that's wonderful about them! They just may trick you, if you're unaccustomed with the era's details.


Właśnie, jest przecież jeszcze jeden etap - projektowanie. Zawsze, kiedy mam zabierać się za nową suknię i mam mniej więcej wyklarowany w głowie jej obraz, przechodzę do rysowania. Oczywiście wielu kostiumowców inspiruje się konkretnym fashion plate czy istniejącym eksponatem i ten etap jest zbędny, ale ja lubię sobie czasem pobazgrać. Dlatego łatwo poznać, kiedy szykuję coś nowego - brzegi i tyły moich zeszytów zapełniają się miniaturowymi rysunkami. Często muszę sobie coś narysować, żeby przekonać się, jak wybrane przeze mnie elementy wyglądałyby razem (choć na etapie pracy i tak dokonuję całej masy zmian).

Wracając do źródeł wiedzy - świetne źródło stanowią inni kostiumowcy. Zawsze na naszych spotkaniach dowiaduję się całej masy ciekawostek i wracam z garścią kostiumowych inspiracji. Dlatego, kiedy już uda ci się stworzyć swój pierwszy kostium, spróbuj dołączyć do któregoś z naszych zlotów. Jeśli duża odległość ci na to nie pozwala, zawsze możesz zorganizować podobne spotkanie bliżej siebie. Zgromadź parę koleżanek i zorganizuj historyczną herbatkę, napisz ogłoszenie w internecie bądź znajdź blogera z twojej okolicy.


I myself love designing dresses before sewing them. Drawings of my future creations can be found all around my school notebooks. Whenever I feel my vision of the garment is ready, I tend to draw it first before sewing to make sure it looks good and all the pieces work well together.


Zawsze gorąco namawiam wszystkich do zakładania blogów i mam ku temu wiele powodów. Przede wszystkim, znika wtedy ta dziwna bariera autor-czytelnik i rozmowy stają się swobodniejsze. Mogę wtedy zobaczyć, co tworzycie, a co dotychczas tylko opisywaliście mi w komentarzach, i lepiej was poznać! A wy możecie pochwalić się swoimi osiągnięciami! Poza tym blogi, nawet aktualizowane co kilka miesięcy, mogą stanowić dla blogera doskonałą mobilizację do szycia czy chociaż próbowania.

Podsumowując ten arcydługi post - do szycia, młodzieży! (i nie tylko!)

25 komentarzy:

  1. Ta "epokowa sylwetka" i wykroje, z których nie umiem korzystać to aktualnie najwięksi wrogowie w mojej nauce szycia. Nawet brak czasu nie jest tak zniechęcający. Poza tym, jak szyję i szyję przez kilka dni z rzędu po kilka godzin (jak moją osiemnastowieczną sukienkę), a efektu nawet nie zaczyna być nie widać, po prostu mam dość i ręce same opadają... Wiem, że już muszę zabierać się za sukienkę na wrzesień i boję się, że nie dam rady rozplanować tego czasowo -_- Dobrze, że przynajmniej model mam już na oku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też do pewnego momentu praca idzie bardzo opornie. Kluczowa jest ta przymiarka, w trakcie której dostrzegam powoli tę sylwetkę na jakiej mi zależy :D Wtedy otrzymuję zastrzyk poweru i reszta idzie już jak z płatka (zwalniam dopiero przy ręcznym ozdabianiu :p )

      Usuń
  2. No, nareszcie ktoś powiedział głośno prawdę oczywistą - wszyscy zaczynamy od zera :)
    Swoją drogą, warto, abyś podkreśliła jedną rzecz - za pierwszym razem nic nie wychodzi dobrze, ba, w ogóle nie wychodzi, nawet nie przypomina stroju :) Dopiero praktyka, praktyka, 10,20,100 strój wygląda (ekhm WYGLĄDA, If you know what I mean ;)) :) Nelly może o tym poświadczyć! (bez obrazy, Elu ;))
    Sama również widzę u siebie niedoróbki, u innych też, ale wiem, że nasze chęci podciągną kiedyś nasze umiejętności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Moim zdaniem bez sensu jest porównywanie się z marszu z kreacjami Augustintytar. Wszystkie te sławne blogerki mają za sobą często ponad dekadę doświadczenia i setki kostiumów!

      Usuń
  3. I jedna drobna rada ode mnie - naprawdę warto uszyć wersję próbną z taniego materiału (nic nie pobije lumpeksowych pościeli). Po pierwsze będzie wiadomo czy pasuje (zwłaszcza porywając się na oryginalne wykroje - na 95% pasować nie będzie. Dotyczy to też chociażby wykrojów z lat 50-60 XXw. Kilka razy się już przejechałam), po drugie ułatwia oszacowanie ile właściwiej tkaniny nam potrzeba (przy okazji - Eleonoro, ile "zeszło" na twoją angielkę? Próbuję oszacować koszty:D).
    Ach te suwaki. Kryte potrafię wszyć tylko ręcznie (albo wykorzystuję mamę), zwykłe to loteria zależna głównie od rodzaju materiału.
    No, to idę dalej obszywać oczka u mojej pożalsięboże sznurówki. Jak ja nie lubię szyć bielizny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie warto szyc "wersje próbne" sukienek - tylko ja bardzo często jestem na to za leniwa :D A na angielkę zeszły mi dwie zasłony ok. 1,5x2 metry. Czyli mniej więcej 4mb :) Z tym że połowa stanika była z innego materiału.

      Usuń
    2. Ja też byłam. Dopóki nie zmarnowałam dwóch metrów kaszmiru (dalej boli:P).
      Czyli jednak będę potrzebowała co najmniej 4,5 bo cała góra ma być z jednego materiału (już widzę te próby dopasowania i załamanie nerwowe "bo się marszczy", ach...;) Chociaż ja uwielbiam te początkowe stadia szycia. Za to wykańczanie doprowadza mnie do pasji - za długo trwa, za mało widoczne efekty).

      Usuń
  4. Podpisuje sie pod tym moimi poklutymi od szpilek rekami! Mimo, ze ,,ujawnilam" sie stosunkowo niedawno, to usłyszałam już kilka takich uwag i za każdym razem wygładzam podobny wykład :D Widzę na swoim przykładzie: pierwszy kostium, wszystko na oko (dawno spruty nie pokaże) koszmar bez podszewki, potem turniura z wychodzącymi nitkami, ale w połowie podszewka, potem idzie coraz lepiej. A jeszcze co do wykrojow: można być w takiej szczęśliwej sytuacji jak ja, czyli historyczny wzrost i możliwość w miarę dużej redukcji gorsetem: nie trzeba przerabiać wykrojow! Co najwyżej kilka cm w regencji. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie może jakościowo stoi w miejscu (wciąż jestem zbyt leniwa, żeby prawidłowo cokolwiek wykończyć), ale za to wciąż odkrywam techniki wcześniej stanowiące dla mnie czarną magię :) Ja nie jestem specjalnie drobna, ale dziwnym trafem wykroje z Norah Waugh czy te historyczne pasują na mnie bez problemu, czasem tylko zapominam ich właśnie "wydłużyć" -_-

      Usuń
    2. Ja jednak muszę je skracać, chociaż czasem lenistwo wygrywa ,,przecież wcale się nie potykam o rąbek" :D Ogólnie to się staram wszystko wykańczać bo irytuje mnie bardzo takie strzępiące się wszędzie wnętrze, wciąż może nie jest tak ładnie i profesjonalnie jak u innych, ale podbudowałam się oglądając ostatnio od środka suknię (mogłam ją nawet wymacać) domową z bodajże 1870: podszewka była standardowo, suknia pewnie przerabiana, zszyta od środka ręcznie baardzo krzywo i pobieżnie, falbany i kokardki zewnątrz też niezbyt profesjonalnie, ale i tak wyglądało bardzo ładnie (podobno należała do jakiejś młodej dziewczyny, dawna kostiumerka?). Niektórzy nie zwracają uwagi na to, że wtedy nie wszystko było takie idealne. Drugi przykład: na wykładzie widziałam zdjęcia wnętrza jednej z sukni Modrzejewskiej, chyba nie było określone czy to prywatna balowa, czy kostium sceniczny, ale wnętrze było dość niechlujne (rękawy wszyte od środka po prostu zostawione). Nie ma się więc czym dręczyć :D

      Usuń
  5. Ja zaczynałam od strojów starożytnych i wczesnośredniowiecznych (składających się z prostokątów, ew. trójkątów), skrojonych przez znajomą, a następnie własnoręcznie zszywanych. Następnie przeszłam do etapu samodzielne krojenie+samodzielne szycie ręczne. Czasem bywa krzywe, ale i tak funkcjonuje. Całą wierzchnia odzież od XII wieku do oporu zamawiam u tych, co się już maszyną bawią i krojenie nie jest dla nich terra incognita. Ale przewiduję jakiś postęp - rodzina odgrzebała i wyremontowała mi maszynę do szycia. Jeszcze tylko przetransportować tutaj i kto wie, co uszyję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, próbuj :) Z każdym strojem - level up! ;) Ja z krojeniem mam taki problem, że jestem matematycznym niedorozwojem i często coś mi się źle policzy albo przeskaluje....

      Usuń
  6. Niestety nie do końca zgodzę się co do kilku faktów. Szycie nie jest jedynie umiejętnością! Potrzeba niesamowitej wyobraźni przestrzennej i umiejętnego planowania co kiedy i z czym zszyć, żeby nawet nie trzeba było spruwać, a ostatecznie od nowa zaczynać. Kolejność jest bardzo ważna, tak samo jak estetyka szycia. Wcześniej też tak myślałem, że wbrew pozorom pod fałdami materiału da się ukryć niedociągnięcia. Guzik prawda. Porównując suknię uszytą perfekcyjnie w każdym calu i taką, która maskuje swoje niedociągnięcia, widać różnice. W pierwszym przypadku zdobienia nadają dodatkowo charakteru stroju, zaś w drugim widać czystą przypadkowość i chęć ukrycia czegoś niechcianego. Poznając konstrukcję ubioru w mojej szkole widać jak wszyscy zaczynają od zera. I jakoś jednym idzie zdecydowanie lepiej, a innym gorzej. I w tym momencie widać, kto robi to z pasją i wyobraźnią, a kto machinalnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ale mówimy o kostiumingu hobbystycznym, a nie rekonstrukcji :) Tutaj liczy się dobra zabawa i ważniejsze od perfekcyjnego wykonania jest nasze dobre samopoczucie czy kontakt z innymi pasjonatami. Zresztą uważam, ze każdy zabierający się za to hobby powinien we własnym sumieniu określić, do jakiego stopnia ma zamiar być dokładny, trzymać się prawy historycznej czy jak bardzo będzie zwracać uwagę na szczegóły ;) To kwestia indywidualna, natomiast co wyjdzie komu i jak - już nie mamy na to wpływu :)

      Usuń
    2. A ja jestem pośrodku - uważam, że ktoś, kto nie ma wyobraźni i estetycznego myślenia (no i ,nie czarujmy się, talentu), prochu nie wymyśli, ale ciężką pracą, przy wskazówkach ,z mniejszymi lub większymi wpadkami coś osiągnie. Osoba z talentem, nawet najzdolniejsza, ale niepracowita, bez samozaparcia i bez pasji, guzik uszyje - bo w ogóle nie spróbuje ;) My to po prostu lubimy, ktoś inny niekoniecznie ;) Ot, szycie torebek i szycie sukien historycznych "troszeczkę" się różni, ale reszta pozostaje niezmienna ;)

      Usuń
  7. Sama często tak jojczę, ale masz rację. Oglądałam kiedyś na Visat History program o ludziach żyjących współcześnie, których w ramach nakręcenia programu i eksperymentu przeniesiono (z całym zapleczem fachowców) na wieś, gdzie żyli od czasów bodajże wiktoriańskich do końca I WŚ - przynajmniej tak szacuję, widziałam tylko pojedyncze odcinki. I co? Babeczka dostała wykrój i pomoc eksperta, ale sama, w łapkach swych, uszyła odświętną kieckę (wiktoriańską? nie pamiętam :(). Coś tam pochrzaniła i góra jej wszyła ciut przykrótka, ale to wciąż wyglądało jak epokowa kieca.

    A tak na marginesie - poza tym, ze nie umiem szyć naprawdę przeraża mnie potrzebny na to czas. Jestem okrutnie leniwa w ten specyficzny sposób, który pozwala mi na przekopanie tony węgla, byle tylko nie brać się za to, czym powinnam się w danej chwili zajmować. Jednocześnie łatwo zapalam się do takich zabaw, więc na pewno skończyłoby się tym, ze rzuciłabym moją zakurzoną magisterkę w kąt pokoju i całymi dniami coś dzióbała w starym prześcieradle :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, szycie jest idealną wymówką, gdy mam do zrobienia coś ważnego :D

      Usuń
  8. Rzeczywiście jak się bardzo chce, to można. Potrzebne są tylko chęci, trochę wolnego czasu no i kasa na materiały. Może kiedyś sama coś uszyję - moja mama ma maszynę do szycia, więc na początek nie jest źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podstawy są, teraz pora na inspiracje - przeglądanie pięknych sukni zawsze doładowuje moje szyciowe akumulatorki ;)

      Usuń
  9. Hello lovely! I would like to award you the Liebster Award!
    http://beauty4ashes7.blogspot.com/2014/04/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominuję Twój blog do LBA :)
    Szczegóły w notce: http://mama-w-glanach.blogspot.com/2014/04/liebster-namber-fajf-and-six.html

    OdpowiedzUsuń
  11. No dobra, argumenty dziewczyn nie-szyjących obaliłaś, ale ja mam inny problem - jakie lata wybrać ? :D Szyję od dawna (większość to średniowiecze, ale ostatnio poszłam na kurs i mykam z maszyną), krojenie nawet historycznych kiecek nie sprawia mi problemu, ale właśnie ten wybór ;)
    Co radzisz - nie musi być najłatwiejsze, byleby sprawiało dużo radości i było śliczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, cokolwiek czujesz! :) Polecam przejrzeć po kolei dekady XIX wieku i zastanowić się, co ci się podoba :) Jeśli chodzi o "łatwość", polecam regencję, a jeśli o "śliczność" - belle epoque na pewno nie zawiedzie! ;)

      Usuń
  12. Fajny post-motywujący do działania, choć mnie do szycia nikt nie zmotywuje:) to przy projektowaniu będę zaglądać do twojego bloga-pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Super motywujący post, wielkie dzięki! Już miałam nastawienie, że to nie dla mnie, a naprawdę bardzo chciałabym tworzyć takie stroje. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zacząć :)

    OdpowiedzUsuń