wtorek, 8 grudnia 2015

austerlitz 1805/2015

Jak w ogóle zabrać się do opisania tak intensywnego weekendu? 

Piątek. O 17 jesteśmy z Porcelaną na miejscu w Czechach, w lokalnym domu kultury, gdzie na wielkiej sali, wraz z setką innych wojaków, będziemy nocować. Niedługo potem dojeżdża do nas Marylou.

Mamy trochę czasu przed balem na zamku w Slavkovie, dlatego możemy na spokojnie się rozpakować. Problemy tylko taki, że nie ma gdzie...

Whoa, so this was intensive! I attended the Austerlitz Battle reenactment this weekend. It all started on Friday, when together with Porcelana we arrived at the place where we were supposed to sleep together with the soldiers. There was a lot of time till the ball, so we decided to unpack. The trouble was it all looked like this:


Tak prezentował się nasz wesoły barłóg. Broń i czapki wojskowe mieszały się z ładowarkami do telefonów i siatkami z żarciem; ja sama prawie przespałam się na upuszczonej szpilce xD

Pomińmy przedbalowe przygotowania i przeskoczmy od razu do momentu, kiedy po spontanicznym walczyku na dziedzińcu zamku w Slavkovie znalazłyśmy się wreszcie na sali balowej.


Let's just skip some usual ball preparations and move on to the ball itself. It took place at the Slavkov castle. 









Bal był dość krótki i odrobinę chaotyczny, a ponadto miał charakter pokazowy - część sali balowej była odgrodzona specjalnie dla tłumu widzów. Bardzo doskwierał też brak karnecików - pierwszą połowę balu spędziłam przyklejona do ściany, bo wszyscy tańczący mieli swoich stałych partnerów, a moje skile społeczne, zwłaszcza w sytuacjach wymagających kontaktu z płcią przeciwną, są na poziomie ziemniaczanego puree; dopiero potem postanowiłam, mimo obaw co do reakcji balowiczów (proporcje damsko-męskie były bowiem dość wyrównane) zaprosić do wspólnego tańca znajdującą się najwyraźniej w podobnej sytuacji Czeszkę. Potem zaś udało nam się z Porcelaną nawiązać znajomość z dwoma młodymi dżentelmenami, którzy zapewnili nam towarzystwo na resztę tańców z kawałkiem torta w pakiecie (o dziwo, był naprawdę dobry!). Jednak, jak i tort, tak i bal musiał się kiedyś skończyć. Wróciłyśmy na salę noclegową, w której aż kipiało od żołnierzy (balujących na swój własny sposób), i po bezskutecznych próbach uporządkowania naszych rzeczy zdecydowałyśmy się wypocząć przed bitwą.

The ball was rather short and what I didn't know was that it was a show of some kind: there was a special section for viewers while the participants danced. What was a major disadvantage was the lack of dance cards - there were lots of real life couples dancing with each other, so I was forced to skip some of the dances due to the lack of partner. Luckily I decided to ask a fellow lonely girl to dance with me and that saved me. Later Porcelana became acquainted with some handsome Czech soldiers that we spent the rest of the evening with.

W sobotę obudzono nas wcześnie i gwałownie; nic dziwnego, trzeba było punktualnie stawić się na śniadaniu i przejść na manewry wojskowe.

Then, on Saturday, we woke up early, had a quick breakfast and marched with the troops for some battlefield exercises.









Podczas gdy wojsko dzielnie ćwiczyło ustawienia i okrzyki, wraz z Porcelaną przechadzałyśmy się po polu bitwy, podziwiając majestatycznych jeźdźców na wspaniałych rumakach. Przez przypadek wpadłyśmy prawie pod kopyta samemu Napoleonowi, który zaserwował nam szarmancki ukłon. Jako fanka Marka Schneidera (czy też Marka Schneidra, jak tytułowali go Czesi), z trudem powstrzymałam się od fangirlowych pisków na jego widok.

W końcu, gdy od siedzenia bez ruchu na sianie zaczęło nam się robić chłodno, przeszłyśmy się do położonej nieopodal Tvaroznej, gdzie znajdowało się kilka obozowisk, jarmark, kotły z ciepłą herbatą i randomowo porozrzucane działa, odpalane w najbardziej niespodziewanych momentach.

While the soldiers were doing their thing, we wandered around the battlefield and somehow stumbled across the Napoleon himself. As a great Mark Schneider fan I found it very difficult to compose myself and curtsey after he kindly greeted the two of us.

We went on to visit Tvarozna - a small nearby village filled with military campsites, cannons and fireplaces.



W jednym z obozów, w towarzystwie oddziałów z Czech, Białorusi, Niemiec i prawdopodobnie jeszcze tuzina innych krajów, odpoczęłyśmy na chwilę z kubeczkami czaju i czeskimi (?) przysmakami z ciasta, a po krótkim posiłku udało nam się udokumentować nasze "bitewne" stroje. Poniżej moja austerlitzowa pelisa, która świetnie trzymała ciepło.

There we managed to get some tea and something to eat, and found a nice spot for some outfit pictures. Here's my ca 1805 pelisse that was luckily very warm.




I moja główna inspiracja: 


Wreszcie przyszedł czas na bitwę. Zostałyśmy zaliczone w poczet markietanek, z czego na początku byłyśmy bardzo zadowolone (wow, nie musimy ślęczeć za barierkami jak lamusy z widowni!), ale prędko okazało się, że nasza lokalizacja uniemożliwia dokładną obserwację pola bitwy, bo główne potyczki toczyły się dokładnie na drugim jego końcu. Dopiero w ostatecznym starciu wojska znalazły się na tyle blisko, że można było rozróżnić poszczególne oddziały. Całość tak czy siak sprawiała jednak niesamowite wrażenie; szkoda tylko, że historyczną atmosferę psuł czeski komentator, ale rozumiem, że takie poprowadzenie widzów przez rekonstrukcję było potrzebne.

Finally the battle begun. We sat down where the sutlers were commanded to stay - at first I was happy they weren't treating us like regular visitors, but then it turned out most of the battle took place far away from where we stayed. Still, it was pretty spectacular.









Po bitwie żołnierze udali się na zasłużony wypoczynek, ale nam wciąż było mało; na szczęście nowopoznani wojacy z 4(?) pułku zaoferowali nam podwózkę i wieczorem, wraz z potężnym tłumem spacerowałyśmy z Porcelaną po urokliwym Slavkovie. Nie wiedzieć czemu, mimo że cały weekend był pełen niezwykłych wrażeń, właśnie ten sobotni wieczór wspominam najprzyjemniej; leniwą przechadzkę w strojach między jarmarcznymi straganami, chrupanie orzechów w karmelu, podziwianie wojskowej defilady, a w końcu - bezczelne wplątanie się pomiędzy oddziały i uroczyste wkroczenie na plac zamkowy, gdzie odbył się pokaz video-mappingu i fajerwerków. Właśnie wtedy, chowając się za austriackim oddziałem, z którym wmaszerowałyśmy do pałacowych ogrodów, podziwiając zapierające dech w piersiach fajerwerki wybuchające przy akompaniamencie czołówki z Gry o tron (!!!!11) i pożerając karmelowe migdały poczułam pełną satysfakcję z tego wyjazdu.

Gdy nazajutrz, w niedzielę, sączyliśmy w stylizowanej zamkowej restauracji ostatnią herbatkę przed wyjazdem, zaczęłam przeczuwać, co niedługo nastąpi - ciężki kac posthistoryczny, spowodowany powrotem do współczesności.


After the battle the soldiers went to rest, but we managed to get to Slavkov, where we walked down the main valley crowded with tourists and filled with small shops. We also got to see the military parade and, being slightly sneaky, followed them to the palace gardens to see the fireworks and video-mapping show. That was a lovely end to a lovely weekend.

11 komentarzy:

  1. O, znalazłaś nawet ten video-mapping! Nie wiedziałam, że jest na yt :D I z ogóle to zdjęcie z piesełem na pierwszym planie mnie rozbroiło xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze z nim urocze filmiki, kiedy próbowałam nagrać bitwę :D

      Usuń
  2. Twoja pelissa jest BOSKA! Jak Ty to robisz, że z nieciekawego wzoru robisz takie boskie stroje??? A jakieś zbliżenia na pelisse? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbliżeń raczej nie bedzie, to nie jest moj najulubieńszy ciuch na swiecie -_- ważne ze ciepły!

      Usuń
  3. Tyle żołnierzy, tyle szczęścia <3 Śliczna pelisa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stężenie żołnierzy na metr kwadratowy przekraczało wszystkie normy! :D

      Usuń
  4. Zazdroszczę! Od kilku miesięcy śledzę Twojego bloga i naprawde, jestem pełna podziwu. Tak bardzo chciałabym się zająć rekonstrukcją, nie czekać na jeden dzień w roku, w którym mogę przenieśc się w czasie.... Problem tkwi w tym, że jestem towarzyska jak ziemniak. Zawsze zostaje przeglądanie bloga <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że reko i kostiumowe towarzystwo składa się z samych aspolecznych ziemniaków, wiec warto spróbować ;)

      Usuń
    2. Nie musisz być wcale towarzyska. Dołącz, a towarzystwo Cię wchłonie. Pojaw się w stroju, lub bez a zostaniesz wchłonięta. Tu elitaryzm jest optyczny i opcjonalny. Większość robi z niego "opt out"!

      Pozdrawiam
      Kropek P2P XW

      Usuń
  5. Oh how fabulous is your redingote!! I am totally drooling over it!! You have done it once again my dear!! Caused me to have outfit envy!!!
    Blessings!
    g

    OdpowiedzUsuń
  6. Drogie Panny!
    Urzekłyście mnie, boście były urzekające!

    Niezbyt ośmielam się osobiście pisać, bom byt wcale anonimowy jest, tu w czeluściach internetowej blogosfery, której nie chłonę, ni w nią wsiąkam, taki stary grzyb jestem!

    Bardzo się cieszę, że mogłem obserwować tak powabne zjawisko jak Wy, z waszymi ... (nie znam się na tyle na modzie by wyszczególniać, aleć pelisie wyżej wspomnianej przyklaskuję i za przykład uważam!) strojami i aurą. Z chłopa żołnierzem będąc, niesporym byłem do kontredansów pałacowych - wybaczcie. Walc - o, tak, ale gdyby naszego oberka albo krakowiaka zagrali, ha, potańcowałoby się! Ale za nic książętom i cysarzom takie rock-and-rollowe rytmy, pozostała nam piwnica z żołdactwem, choć przyznać muszę, wcale miłym, saksońskim, w służbie Cesarza będącym.

    Oglądam sobie i czytam, i całkiem po panieńsku, przyznaję, wzdycham za dawnymi czasy! Czas chyba jakiś porządniejszy strój obstalować, póki co to same mundury oraz czamarka prosta - w czym tu balować.

    Pozdrawiam
    Nieogolony-na-bal-lecz-gotów-do-bitwy-i-wypitki-żołnierz-pułku-drugiego Andrzej
    Vive l'Empereur!

    OdpowiedzUsuń