piątek, 21 lutego 2014

ciasteczka shrewsbury z bardzo słodkie / shrewsbury cakes with bardzo slodkie

Czas na kolejną blogową współpracę! 

Jakiś czas temu miałam okazję po długiej przerwie spotkać się z Dominiką. Prowadzi bloga kulinarnego, którego nazwa mówi wszystko - bardzoslodkie.blogspot.com. Tworzy smakowite wypieki i często zaglądam tam, kiedy nie mam pomysłu, co skombinować na święta czy inną specjalną okazję, przez którą muszę zabrać się za pieczenie (nieszczególnie chętnie, co pewnie wiecie). Kiedy Domi dowiedziała się o moim blogu, wpadła na pomysł, żeby zrobić coś fajnego razem. Nie miałam za bardzo pojęcia, na czym to "coś" miałoby polegać, ale zgodziłam się. Nasz pomysł ewoluował w końcu w połączenie sił - wspólne pieczenie historycznych ciasteczek i mini-sesję w strojach z naszymi smakołykami.

Ciastka, które wybrałyśmy, to Shrewsbury Cakes z epoki Jane Austen (przepis z 1808 roku). Przepis znajdziecie na blogu Domi, ja tylko zdradzę, że w grę wchodzi sporo śmiesznych przypraw i rozpuszczonego masła (które w pewnym momencie zachwiało naszą wiarę w niewinne ciasteczka). 

Dominika ma na sobie regencyjną sukienkę z pikniku w Pszczynie, a ja halkę (w roli sukni) i spencer. Na wiosnę planuję więcej regencyjnych kreacji, dlatego moje możliwości następnym razem nie będą tak ograniczone.


Ever wondered what does a cooking blog and a costuming one have in common? A lot! And to prove it, here's a little photoshoot with my friend Dominika. We joined forces and created some lovely Regency biscuits - the recipe is from 1808 and it's super simple. You can find the original one here, though we modified it a lot when it comes to measurements and proportions - we used 2 cups of flour instead of 11, 2 eggs instead of 3, and 1,75 cup of melted butter instead of 3,5.

Domi is wearing my pink Regency gown, and I'm rocking my Regency petticoat with a spencer. I'm planning some more Regency dresses this spring, so hopefully next time I'll be able to look properly.









środa, 19 lutego 2014

wyniki konkursu / contest results

Hi foreign readers, this post is all about the contest I didn't let you participate in (sorry!), so it might be quite boring - therefore, I'm not going to translate the results. Still, you're welcome to check out participants' works!


Chyba najwyższa pora na wyniki konkursu!

To była bardzo ciężka decyzja. Tak ciężka, że zwlekałam z nią kilka dni, usprawiedliwiając to szyciem gorsetu (o którym za chwilę). 

Otrzymałam od was mnóstwo świetnych prac, w większości plastycznych, ale również wykonanych w innych ciekawych technikach - każda w inny sposób interpretowała temat konkursu, który - zupełnie nieświadomie - wpasował się w mój przedwiosenny humor.

Dobrze, nie będę już dłużej tego odwlekać. Oto zwycięzcy "Pastelowego snu" - tych, którzy nie podali swojego bloga, wypiszę z imienia i pierwszej litery nazwiska, bo może nie chcą upubliczniać swoich danych :)

1. Olga L. - "Strojne wspomnienia"
To było zaskoczenie. Jedyna praca literacka, w dodatku dramat, gdzie bohaterkami są... suknie, zamknięte w muzealnej szafie! Przeurocza opowieść o historii ubioru od baroku po lata 20. Z chęcią bym ją opublikowała, przydałby się jednak na nią osobny post. Niech wystarczy wam moje zapewnienie, że rozczula i bawi!


2. Loana - reticule
Loana trafiła swoją torebeczką w moją słabość, czyli ananasowe reticule. Nie mam pojęcia, czy się nimi inspirowała, ale wzór bardzo mi je przypominał. Poza tym miałam okazję obejrzeć i pomacać to dzieło na żywo i naprawdę robi wrażenie!



3. Kasia R. - praca graficzna
Wśród wszystkich prac plastycznych było mi bardzo ciężko wybrać tę najlepszą, dlatego pokierowałam się własnym gustem. Kasia, posługując się tabletem, wykonała pracę łączącą klimat belle epoque z nutą romantyzmu, poza tym chyba najbardziej nawiązała do tematu.




Gratuluję zwycięzcom!

Wiem, że wszyscy organizatorzy konkursów zawsze mówią, że decyzja była trudna, a prace na wysokim poziomie (no, poza konkursami recytatorskimi. Tam, jeśli biorą udział trzy osoby, potrafią nie przyznać trzeciego miejsca), ale tym razem to prawda! Każde zgłoszenie wywołało uśmiech na mojej twarzy i zaskoczyło pomysłowością. Zresztą, zobaczcie sami.

Urocza Maria Antonina autorstwa Tynatyna :) To się nazywają pastele!

"Śniąc o przeszłości. Autoportret inspirowany twórczością Claude'a Moneta" pędzla Agaty D. sprawił, że zaczęłam rozważać przemożenie mojej niechęci do malarstwa! Najbardziej podobają mi się kolory na spódnicy i róże.

Lady Lukrecja jak zwykle nie zawiodła - oto jej "Emma Woodhouse w pastelach". Z chęcią przygarnęłabym tę empirkę w kropki!

Enigmatyczna grafika Miss Theodory Bear przedstawia rzeźbę budzącą się do życia. Pomysłowe, prawda? Widziałabym ją na okładce książki... lub na ścianie mojego pokoju. 

Magrat zaprezentowała świetny i stylowy zarazem przybornik, czyli must-have każdego kostiumera. Szczerze mówiąc, z zazdrości zzieleniałam na kolor lamówki tego cuda!

Julia K. przesłała mi współczesne interpretacje dawnych epok i trendów. Rozpoznajecie poszczególne wieki? :) Ja nie miałabym nic przeciwko regencyjnej sukience :)

Jak podobają wam się prace? :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

pierwsze urodziny bloga! / blog's first anniversary!

[UWAGA DŁUGI POST]

Prawdopodobnie dokładnie rok temu powstała Domowa Kostiumologia. Prawdopodobnie, bo nie jestem pewna, czy pierwszy post został opublikowany wraz z założeniem bloga; no ale nic, niech już tak zostanie.

Już dawno zaplanowałam, jak będzie wyglądać rocznicowy post. Przed wami historia moich kostiumowych poczynań od sameeego początku.

No więc, jak to było?


It was year ago when this blog was established. I thought it would be fun to show you the very beginnings of my costuming adventure. In such a short time I gained some basic sewing skills and expanded my fashion history knowledge - that's why it's fun to see what was my way of thinking (and working!) back then. Shall we?


Zawsze przejawiałam tajemnicze ciągoty do przebierania się za własną prababkę. Zobaczcie poniżej:


As you can see, I've always been keen on dressing up as my great-great-grandmother. 


2011 - moja pierwsza próba fryzury na Gibson Girl. Jak widać, nie poszło mi najlepiej.
/ 2011 and my first Gibson Girl hairstyle attempt. Failed, apparently.


Jednak ani lektura "Dumy i uprzedzenia" (szczerze mówiąc pamiętam, że ciężko mi było umiejscowić tę powieść w jakimkolwiek przedziale czasowym), ani "Wichrowe Wzgórza" nie spowodowały u mnie większego zainteresowania tym, co dawniej noszono. Trzeba było dopiero "Jane Eyre" z 2011 roku, żeby wskrzesić we mnie miłość do historii ubioru. To "wskrzeszanie" trwało zresztą dosyć długo...

Jest koniec października 2012 roku. Zbliża się impreza halloweenowa, a ja nie mam pomysłu na strój! W końcu zdesperowana zbieram wszystkie spódnice, jakie jestem w stanie znaleźć w domu, kilka bluzek i okropną sukienkę z second-handu, żeby przybrać postać enigmatycznej kobiety w czerni. Jak skończyła się moja składanka? O, tak:


It wasn't - as in case of many costumers world-wide - "Pride and Prejudice" that drew my attention to the history of fashion, neither "The Wuthering Heights". It was the 2011 version of "Jane Eyre" that made me long for those gowns! Still, it took me sometime to realise I can actually sew them myself...

My first costuming attempt was a dreadful Halloween costume. I was inspired by "The Woman in Black" movie and thought it would be fun to put on almost every skirt in the house. Well, it WASN'T. I was really hot. Still, here is how I looked:




Nie ma to jak kartonowy bonnet! <3

W każdym razie, sam pomysł pseudo-wiktoriańskich przebieranek tak mi się spodobał, że postanowiłam bardziej się tym zainteresować.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęłam chodzić na zajęcia Szkoły Tańca Jane Austen. Dłuższy czas przeglądałam zdjęcia pięknych dziewczyn w empirkach i panów w strojach z epoki, którzy dystyngowanym ukłonem rozpoczynają każdy taniec. Wzdychałam do nich dobry miesiąc, aż zebrałam się na odwagę, żeby wpaść na niedzielne zajęcia.

No i wpadłam! Na dłużej. 

Cotygodniowe odwiedziny w dziewiętnastowiecznej Anglii podsyciły tylko mój apetyt. Postanowiłam w końcu zobaczyć słynne ekranizacje, o których wszyscy tyle się rozwodzili. Oczywiście, moje zainteresowanie objęło również stroje - te urocze, regencyjne sukienki, których tak pełno w każdym z tych filmów!

I właśnie wtedy - proszę o werble! - natknęłam się na blogi kostiumowe. Z początku wydawało mi się, że wszystkie blogerki tego świata zajmują się regencją. Bonnety, spencerki, baletki i reticule wyskakiwały mi na ekran niezależnie od tego, co wpisałam w wyszukiwarkę. Dopiero potem zauważyłam, że odtwarzają także inne epoki...

Był początek listopada, kiedy założyłam mojego pierwszego bloga kostiumowego - po angielsku. Wybór języka wydawał mi się naturalny, skoro w Polsce nikt się tym nie zajmował (tak mi się przynajmniej zdawało). "19th Century Nostalgia" istniał w sieci aż do momentu założenia jego polskojęzycznej wersji. 

Also in the Autumn of 2012, I started attending the Jane Austen Dance School classes. In case you haven't heard of it, it's an English country dances school. I've been admiring their photos for a long time before I finally decided to take a risk and show up on one of their meetings. Well, I can only say it wasn't the last time! 

Every class my love for regency era flourished and, with the sudden interest in 19th century dances and customs, I got interested in clothing as well. That's basically when I discovered all those costuming blogs. I was really shocked anyone could even ATTEMPT to sew any of these dresses! At first it seemed to me that almost every blogger is a regency era lover. Later I found out they also do later styles, as well as previous centuries! Surreal!

It wasn't until the beginning of November that I created my very first costuming blog. It was in English, since I never thought anyone would care here in Poland (later it turned out I was very wrong).


W połowie listopada powstał mój pierwszy "kostiumowy" twór. Dlaczego? Nadal pozostawałam pod wpływem "Jane Eyre" i ubzdurałam sobie, że Jane nosiła krynolinę (no bo niby jak inaczej miałaby tak "dużą" sukienkę?, rozumowałam). Zakupiłam więc kilka metrów dziwnych listewek w Castoramie, bawełniane taśmy i rozpoczęłam eksperyment. Niestety, listewek starczyło tylko na dwie obręcze, więc efekt możecie sobie wyobrazić. Do tego doszła moja prowizoryczna halka (ok. 6 metrów sztywnej bawełny zmarszczonych na gumce i przyozdobionych tiulem. Co ciekawe, mimo totalnej prowizorki, nadal sprawdza się bardzo dobrze i używam jej do sukni z lat 1840. Niech żyje tiul!), i oczywiście nieśmiertelny halloweenowy miks spódnic, bluzek i sukienek. Kiedy wszystko było gotowe, wybrałyśmy się z siostrą na sesję. 

I muszę przyznać, że mam do tych zdjęć wielki sentyment! Taki, że nawet wspaniałomyślnie ocaliłam je z niedawnych "czystek" na blogu.

So then I thought 'Hey, I'll try to recreate my Halloween outfit and make it more janeeyrish.' Here's what I got. Please ignore the miserable crinoline attempt (I know, I know. Crinoline in 1840's? Two hoops? WHAAAT), as well as the petticoat hanging on it sadly. I like these photos anyway - the weather was just perfect and my sister did a very good job modeling for me.



Mmm, ach ta haleczka! I "krynolina" w kształcie klosza lampy.


Hmm... Czy wam też to zdjęcie kojarzy się z tym obrazem prerafaelitów? :D

HALKA <3333 hahaha



Dobrze, zostawmy już ten mały koszmarek (nie, nie mówię o mojej siostrze :D). 

Tuż przed świętami na moim starym blogu piszę: "Przez ostatnie parę tygodni naprawdę wkręciłam się w regencję. Parę dni temu wpadłam na pomysł, który nie daje mi spokoju. Chcę uszyć własną regencyjną sukienkę!". Pomysł jednak wcielę w życie dopiero w styczniu. Tymczasem dokonuję czegoś, czego dziś bardzo się wstydzę - porywam się na pierwsze przerobienie gorsetu.

Był to szkaradny gorset bieliźniany, na który natknęłam się w second-handzie. Stało się to w czasie, gdy namiętnie oglądałam filmiki Lucy i żyłam w przekonaniu, że jeśli zdobędę jakieś fiszbiny, to uda mi się skonstruować gorset. No nic, gotowi? (nie wierzę, że tak się dla was poświęcam) Oto, co wyszło. AŁA.


Then, there comes my first attempt in the art of corsetry. I bought an awful, unboned corset and was desperate to make it look Victorian. Well, it looks as if a Victorian lady threw it away, tried to burn it, buried it in the ground, and then her crazy granddaughter took it out and tried it on.



Po co wykańczać górę albo dół czy starać się, żeby cokolwiek było równo? Nie warto. Ważne, żeby się ŚCISNĄĆ. Szkoda tylko, że i to mi się średnio udało.

Przyznam, że czytam te angielskie posty ze starego bloga z niemałym rozrzewnieniem, wspominając czasy, kiedy nie miałam bladego pojęcia o historii ubioru (co dopiero o szyciu), kiedy wszystko było dla mnie nowe i niesamowite, a każda nowa część ubioru przybliżała mnie do dziewiętnastowiecznych bohaterek, które próbowałam udawać. Wiecie, co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Że chyba nadal tak jest!

W styczniu przybiera na sile moja fascynacja regencją, która podsycona wieściami o Zimowym Balu Szkockim ewoluuje w pierwszą empirkę, uszytą z zasłon z duużą pomocą rodziców. Choć suknia zapinana jest na zamek, a talię ma bliżej pępka niż miejsca, gdzie znajdowała się u regencyjnych panienek, to właśnie na niej nauczyłam się odrysowywać i interpretować wykrój, wykańczać, wszywać rękawy, plisować i rozprasowywać szwy. Uszycie tej sukienki stanowiło bazę do moich dalszych eksperymentów i było moim pierwszym sukcesem w dziedzinie kostiumingu, dlatego też nadal chętnie ubieram ją na różne występy czy potańcówki ze Szkołą Tańca Jane Austen!


So it's the beginning of 2013 and I'm still in the regency-craze. The Scottish Winter Ball is announced and that's when my first regency dress is created. I must say even though it's imperfect and modern, I still like it a lot. This dress made me understand the way patterns work, and, together with my parents as teachers, taught me a lot about sewing.



Zdjęcie ze słynną już "sztuczną ręką" :O Z tej regencyjnej fryzury wciąż jestem dumna, nie wiem, czy udało by mi się powtórzyć to upięcie. / My hands looks like it's fake :O But it isn't! I swear!

STJA. Zdecydowanie nietrudno zauważyć mnie w tłumie.

I jeszcze cudnej jakości fotka (a raczej jej kawałek), na której wyglądam jak trzynastolatka.

Po regencyjnym szaleństwie przez chwilę znów eksperymentowałam z gorsetami...



And then, back to the corsetry. My first ribbon corset attempt (I had no idea where to get a busk, so I left the corset closed.)

Aż zabrałam się za suknię Jane Eyre, która była moim pierwszym, w pełni samodzielnym kostiumem.

I razem z nią, czy właściwie równolegle do niej, ok. 17 lutego powstała Domowa Kostiumologia! Bezpośrednim bodźcem do założenia bloga po polsku było natknięcie się na bloga Fobmroweczki. Znalazłam ją chyba googlując regencyjne pończochy, (które, w jej wersji kolorystycznej, ciężko przeoczyć :D ) i to był szok!

Jak to, to w Polsce ktoś też się tym interesuje? Jak to, szyje i robi wszystko według dziewiętnastowiecznych wzorców?

Skoro tak, pomyślałam, to mój blog (który i tak nie cieszył się znacznym gronem czytelników) nie może pozostawać w tyle. Założyłam jego polską wersję, pochwaliłam się Fobmroweczce, i obie rozpoczęłyśmy entuzjastyczną wymianę zdań i informacji, która z komentarzy przeszła na maile (gdy pojawił się pomysł spisu blogów kostiumowych), a następnie ewoluowała w realną znajomość. 

Minął rok, i Krynolina idzie pełną parą. Mamy mnóstwo planów na przyszłość i mnóstwo świetnych pomysłów, których realizacji już nie mogę się doczekać.

Minął rok, i oprócz Fobmroweczki miałam okazję poznać mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy podzielają moją dziwaczną pasję, ba, sporo z nich też ma blogi, lub założyło je - podobnie jak ja - napotkawszy inne zajmujące się kostiumami osoby.

Minął rok, a mój apetyt na kostiumy wciąż rośnie, nie mogę się doczekać kolejnych epok, tiurniur, panierów, spódnic i gorsetów. No i spotkań w kostiumowym gronie!

Minął rok, a wy wciąż tu jesteście, czytacie cokolwiek uznam za warte opublikowania i oglądacie publikowane przez mnie zdjęcia i filmy. Dziękuję wam za to!


And then, on 17th February this blog was created! The English one wasn't a huge success to be honest, and I found some people here that shared my interests (I previously had no idea they existed!). 

It's been a year since I started of my costuming experiments. I've met a lot of interesting people on the Internet as well as in real life, attended lots of exciting events and sewn dresses I had never expected I'd be able to sew. Thanks for stopping by from time to time. Hopefully next year would be full of new dresses, new events and new friends!

piątek, 14 lutego 2014

walentynki jak malowane / valentine's day on paintings

Wypoczywam i nabieram sił. Nieśmiało powracam do życia i szycia, bo na obie te rzeczy ostatnio nie miałam czasu. Zanim więc pokażę się tu z czymś nowym (a plany na najbliższą przyszłość  są ekscytujące i skomplikowane!), skorzystam z Walentynek, żeby podzielić się z wami czymś uroczym. Niezależnie od waszego stosunku do tego święta prezentuję zestaw tematycznych obrazów od osiemnastego wieku aż do Gibson Girl. Miłego oglądania i do usłyszenia niebawem!

Woohoo, my finals are over. It will take me some time to get back to work, so before I'll be able to share my new garments with you, let me show you some Valentines Day themed paintings. Stay tuned!


Charles Edward Perugini, "Romeo i Julia w ogrodzie"/"Romeo and Juliet in the Garden"

Lawrence Alma Tadema, "Ask Me No More"

Fragonard, "Skradziony pocałunek"/"Stolen Kiss"

Hayes, "Pocałunek"/"Kiss"

Fragonard, "Zasuwka" (uwielbiam dynamizm tego obrazu!)/"The Bolt"

Nie mogło zabraknąć tu najsłynniejszej dziewiętnastowiecznej pary. Victoria i Albert pędzlem Sir Landseera / The most famous 19th century couple! Victoria and Albert painted by Sir Landseer

Charles Dana Gibson, "The Turning of The Tide"