czwartek, 10 października 2013

szybki update, czyli co tam u mnie słychać... / what's new

Dawno nie dawałam znaku życia, chyba najwyższa pora zdradzić, co porabiam.

Najpierw mój nowy nabytek - wiktoriańskie butki od Emnildy! Już dawno rozglądałam się za jakimiś trzewikami w tym stylu, bo regencyjne baletki przestały mi wystarczać. Kiedy trafiłam na post o aukcji na allegro, podjęłam dość szybką decyzję, zwłaszcza, że buty były w moim rozmiarze.

I to była jedna z moich lepszych decyzji! Buty dotarły do mnie w krótkim czasie, w idealnym stanie, o wiele piękniejsze, niż sobie wyobrażałam, i przeobrażające moje kacze płetwy w zgrabne, wiktoriańskie stópki. Tak mi się spodobały, że postanowiłam chodzić w nich na co dzień, jednak z moim talentem do niszczenia obuwia (na zdjęciu poniżej widać już pierwsze jego efekty) chyba zostawię je na cele kostiumowe.


Haven't been here for a loong time! Well, I'm recently quite into costuming because of some gorgeous stuff I bought/got as a present. 

Here are beautiful Victorian shoes I bought from Emnilda - they're extremly comfy and make my feet look tinier, which is a huge advantage. I actually liked them so much I decided to wear them with my normal clothes, but I'm really good at damaging shoes, so I guess it's better to keep them waiting for costume events to come.



Punkt drugi - dzisiaj po powrocie do domu czekała na mnie miła niespodzianka. Nie wiem, jakim sposobem mój tata odgadł, jak wyglądałby mój idealny manekin - w każdym razie, jak gdyby nigdy nic, postawił mi takowy w pokoju. Jeśli pamiętacie moje piski z czasów odpakowania krynoliny, domyślacie się zapewne, co się dzisiaj działo.

Nie mogę tylko wymyślić imienia mojej miłej przyjaciółeczce. Rozważałam Eleonorę, ale to byłoby zbyt oczywiste, prawda? :D Czekam na wasze pomysły!


After I came home today there was a funny surprise waiting for me in my room. My dad somehow guessed I'm in need of a mannequin. I'm in a process of naming it properly. Any ideas?


Tak więc - hurra! Koniec ze zdjęciami z samowyzwalacza, żeby pokazać wam najprostsze rzeczy. Od teraz ONA się tym zajmie.

A teraz trzecia informacja - pewnie się nie spodziewaliście, że następną epoką, za jaką się zabiorę, będzie XVIII wiek. Tak naprawdę to zawsze kłamałam, nie cierpię czasów wiktoriańskich i chciałabym żyć w Wersalu! No dobra, żart. Ja też się tego nie spodziewałam, chociaż stożkowo-torsowe panienki gościły od jakiegoś czasu w moich rysunkach i zeszytach i gdzieś tam, głęboko, rodziła się chęć na osiemnastowieczną suknię.

Nastąpiły jednak wypadki, o których powiedzieć wam na razie nie mogę, bo zepsuję całą niespodziankę - i to właśnie one wepchnęły mnie prosto w objęcia osiemnastego wieku. A skoro jest powód, dla którego mam odstąpić od moich dotychczasowych planów i wziąć na warsztat kompletnie nieznany dla mnie okres, to czemu nie? Dobrze wiecie, że spontan to moje drugie imię (chociaż, jak na razie, dotyczyło to chyba głównie belle epoque).

Tak więc od jakiegoś czasu pracuję nad własną interpretacją sukni osiemnastowiecznej. Wybrałam okres 1780-95 (przed tą koszmarną, przejściową modą z garbem na plecach). Na pewno będzie to suknia angielska, mam chętkę na front zone, ale nie wiem, czy podołam konstrukcyjnie. Na razie gotowy jest tylko bum pad na tyłeczek - pierwsza rzecz, w której zapozuje mój bezimienny manekin ("bardzo ładnie, bardzo się spodoba"):


And the third thing is that I'm going to attempt some 18th century stuff. It's really odd, I know, and this switch of eras is really hard to me, but I have to do this, and I won't tell you why until it's all done and settled. So right now I'm working on my 1780-95 robe a l'anglaise. I would love to sew a front zone one, but it's seems tricky. Right now the only part of the outfit that is 100% done is a funny bum pad.

Wymiarowo przypomina bardziej tiurniurę, ale na mnie nie prezentuje się tak... obficie.

... i nie jest aż tak krzywa, jak na zdjęciu :P

Znalazłam resztki koronki, którą ozdabiałam suknię edwardiańską,
i poczułam dziwny impuls żeby udekorować tę niewidoczną część garderoby ;)


Na razie to wszystko... Lecę zabierać się za resztę! Życzcie mi powodzenia, bo osiemnastowieczne kroje (zwłaszcza pleców i rękawów) wyglądają dość koszmarnie!


That's it for today! Let me get back to 18th century patterns (which, by the way, look rather horrible!).

30 komentarzy:

  1. Eulalia, koniecznie Eulalia ;-)
    Butków zazdroszczę, lubię takie a w sklepach nie ma. I strasznie ciekawa jestem nowego projektu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ładne, nie powiem :D Zapiszę i potem wylosuję imię z kapelusza. Co do butów, to jeszcze dwa, trzy lata temu można było takie zdobyć jesienią w sieciowych sklepach, ale teraz ten trend niestety chyba umarł, bo po wiktoriańskich butkach ani widu, ani słychu :/

      Usuń
    2. Zamawiałam kiedyś podobne na miarę. Wytrzymały ok. 5 lat zanim padły (a chodziłam w nich na co dzień). Jak coś, to podam namiary, bo firma z naszego miasta.

      Usuń
    3. Nad tymi się zastanawiam, zwłaszcza, że dojazd do Krakowa przyzwoity. Ale to chyba nie tej jesieni.

      Usuń
    4. Dorfi, musiały być piękne, ale podejrzewam, że trochę drogie ;) Ale podaj, podaj, bo buty na miarę brzmią ciekawie ;)

      Usuń
  2. Bardzo dobrze wygląda:D Idealnie do sukni angielskiej:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, dobrze usłyszeć (przeczytać?) to od specjalisty!

      Usuń
    2. Jaki tam specjalista;p Ale na Tobie byłoby ciekawiej i prościej:D

      Usuń
  3. Podusia wygląda uroczo, a Eulalia faktycznie świetnie pasuje do Twojej nowej przyjaciółki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram Eulalię :) Tak trochę nawiązuje do Eleonory Amalii. A ja zdecydowanie odradzam typ zone front bo trudno to zrobić tak, żeby gładko leżało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! :( Dobrze, że mam nadmiar materiału (czyt. zasłon), to sobie popróbuję różne wersje...

      Usuń
  5. Buty są cudowne, zazdroszczę. A podusia jest przeurocza, piękna falbanka (ja zbieram się na okolice 1880go, ale póki co to widzę że przed świętami niczego nowego nie zacznę, biochemia mnie nie puści:().

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany! Ale super :) Mam nadzieję, że w święta podołasz, bo bardzo bym chciała zobaczyć twoje dzieło ;)

      Usuń
  6. Byle nie Gryzelda, bo jedna już jest ;p A może po prostu Amelia nazwiesz manekina? Albo przewrotnie, Gilbert?;D
    Podusia cudna! ja się w końcu muszę za swój gorset wziąć, bo jak był przód przodu, tak dalej jest, leży i kwiczy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głos większości przeważył :P Ale wiesz co, tyle się naoglądałam Gryzeldy u ciebie, że w pierwszym odruchu chciałam mojego manekina tak nazwać :D Mój gorset to kompletna porażka, zabieram się za drugie podejście... Ech...

      Usuń
  7. Eulalia pasuje jak ulał! :)
    A butki od Emnildy ogromnie mi się podobają, sama bym je chętnie kupiła, gdyby były w moim rozmiarze. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, po raz pierwszy w życiu cieszyłam się z mojego rozmiaru! :D

      Usuń
  8. Buty i manekin świetne, a bum pad uroczy ^^ Trzymam kciuki za sukienkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. I love your new mannequin! She has a very nice shape and what a delight that your Dad got her for you! I name all of my mannequins "Emma". I just love that name and If I had ever had a little girl, I would have named her Emma....

    Your boots are quite lovely as is the sweet bustle pad! I really like the shape!!!

    Blessings!

    Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (I'm always amazed by the way your translator works, I never thought it could be that good!) I know! I was so surprised and we never talked about it, so I truly have no idea how he figured out what I wanted. Emma is a lovely name indeed, very feminine :) Thanks for your compliments! I really hope to manage with 18th century, cause right now it seems kind of messy to me..

      Usuń
    2. I totally agree with your view on the 18th Century! I feel very safe in the 19th and 20th centuries! But I am sure you will make whatever you set your mind to great!

      Usuń
    3. Thanks, I hope so! The trouble with 18th century is that a lot of stuff haven't been invented yet, so the ways of doing things are completely different from what we know...

      Usuń
  10. Ja bym chyba wolała Mariannę - skoro jest już Eleanor :) i skoro zabierasz się za wiek XVIII, nieodmiennie kojarzący mi się z Francją.
    Nosząc przez chwilę kostium sceniczny a'la seksowna markiza też zapałałam miłością do osiemnastki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, XVIII wiek intuicyjnie łączymy z Francją... Ale, o dziwo, ja robię suknię angielską z nazwy i nie tylko, bo bardziej przemawiają do mnie kostiumy z chociażby "Księżnej", niż "Marii Antoniny" ;) Haha, widziałam te kostiumy! :D

      Usuń
  11. Buty cudowne, widziałam, też miałam ochotę je zgarnąć. :D I pewnie też nosiłabym takie na co dzień.
    Nowy projekt zapowiada się wspaniale. Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może nawet bym nosiła, ale mój biegający tryb życia trochę gryzie się z obcasikami :/

      Usuń
  12. jest już śliczna poduszeczka, więc zapowiada się świetna suknia angielska:) już nie mogę się doczekać całej kreacji :) powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam nadzieję, że wyjdzie mi chociaż w połowie tak piękna jak twoje dzieła ;)

      Usuń